Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw. Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń życiowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdziesiątką a sześćdziesiątką, czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam. Zajmuję się pszczelarzeniem, malowaniem, teatrem, pisaniem oraz działką. Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia, 2017

WSZYSTKO MI SIĘ MIESZA - 20 grudnia 2007

Miałem tyle do pisania
Miałem napisać o 13 grudnia - tekst rocznicowy, ale zawiesił mi sie internet, a potem temat przestał być aktualny. Miałem kontynuować temat adwentowy, ale pewne sprawy przerosły mnie i zabrakło już czasu. Miałem opisać swoją śmierć, którą przeżyłem (do dziś nie wiem, czy naprawdę), ale któż by mi uwierzył, a poza tym - czy warto? Tyle tematów snuje sie po tej biednej głowie, którą też i skleroza zaczyna na dodatek doświadczać. Dlatego też piszę teraz o tym , co przeżyłem przed chwilą.
Siedzę w pokoju nauczycielskim i przegladam strony internetowe, czekając na ostatnie w tym roku lekcje. Jestem , mimo nieciekawej pogody, w dobrym nastroju, na jaki stać tylko emeryta.Wszyscy nauczyciele, przerzedzeni przez "przedświąteczna chorobę",pośzli na lekcje. Zostałem sam z komputerem. I wtedywłśniewpadła Dzidka - moja młodsza koleżanka polonistka, szalona, ale wspaniała dziewczyna, uwielbiana przez uczniów. Wpadła na chwilę i autentycznie uradowała się na mój widok (widzimy sie raz na tydzień). Szybko wypytała o wszystkich w domu, o rodzinę, o zdrowie i zaczęła składać świateczne życzenia. Były szczere, radosne ale - zobaczyłem łzy w jej oczach.Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że w tak pełen egzaltacji sposób wyraża swoje uczucia. Jednak wiem ,że te łzy były wyrazem jej troski o własne dzieci - o "przekręcony" los Mirka,o nienajlepsze zdrowie Basi. Uścisnąłem ją mocno i ucałowałem, bo wiele razy w moich problemach dodawała mi otuchy. Zrozumiałem,że wie iż domyślam się jej problemów.
Oto historia i temat zarazem, na dzisiaj na tan przedśwuiateczny tydzień. Czekam na Nowy Rok.

WSZYSTKO MI SIĘ MIESZA

czwartek, 20 grudnia 2007 17:27

Roraty - 12 grudnia 2007

Rorate coeli ...
W tym okresie adwentowym przyrzekłem sobie, że nie opuszczę ani jednej Mszy św. roratniej. Rozpoczyna sie ona o szóstej rano i dla śpiochów wiąże sie to z wczesnym wstawaniem. Tylko pierwszy raz jest trudno, ale potem człowiek sam budzi sie bez problemu. Co prawda, czasem przychodzi pokusa, aby tym razem "odpuścić" sobie, ale "inna siła" ciągnie w strone kościoła, zwłaszcza, że niebawem rozlega się dźwięk sygnaturki.
 Jest mrok w barokowej świątyni, rozjaśniony przez świece wiernych i "roratkę" przy ołtarzu. Już konfesjonał czynny i co jakiś czas rozlega sie delikatne pukanie i głos spowiednika : "Idź w pokoju."  Tego poranka znowu kilkadziesiąt osób wiecej w pełni będzie uczestniczyć w Eucharystii.
Wraz z przybywaniem wiernych, rozjaśnia sie świątynia. Ministranci w białych albach i ojcowie koncelebransi wchodzą z zapalonymi lampionami, stają przed ołtarzem i bez akompaniamentu organów rozpoczynają po łacinie śpiew:"Rorate coeli de super..." , co w tych murach rozbrzmiewa w sposób szczególny, jak starodawny śpiew gregoriański. (Pamiętam jeszcze Msze św. odprawiane po łacinie i czasem tęskni mi się za tą formą liturgiczną).
 Po odśpiewaniu pieśni roratniej następuje odsłonięcie cudownej Figury (średniowiecznej Piety) przy pieśni "Zawitaj  Ranna Jutrzenko"śpiewanej przez wszystkich wiernych i rozpoczyna się Msza św.  I tak przez cały Adwent - czas oczekiwania.

Roraty

środa, 12 grudnia 2007 18:46

Co ma być to będzie. - 03 grudnia 2007

Mamy tylko jedno zdrowie.
  Przez cały dotychczasowy okres żyłem, czerpiąc z życia pełną garścią. Nie zważałem zbytnio na to, co i jak, a raczej - w jakich ilościach jem. Intensywny, obfitujący w różne ciekawe wydarzenia  tryb życia nie pozwalał mi myśleć zbytnio o dolegliwościach, a jeżeli jakieś sie pojawiły, to chwilowo tylko, usuwane odpowiednią tabletką.
Kiedy przeszedłem na emeryturę, zauważyłem też zmiany w swoim funkcjonowaniu. Z jednej strony radość z wiekszej ilości czasu do własnej dyspozycji, z drugiej zaś - spostrzeżenie, że wszystkie czynności wykonuję nieco wolniej. Czy tak się zaczyna starzenie się? Wszak dziadkiem jestem już od ośmiu lat i to podwójnym, ale specjalnie tego w fizyczny sposób nie odczuwałem.
Ponieważ mam wiele planów na przyszłość, potrzeba mi też mnóstwo czasu. I dlatego ten "przegląd", jakiemu poddałem sie w szpitalu w poprzednim tygodniu. I co? No, właśnie , okazało sie, że z z moim przewodem pokarmowym nie jest najlepiej , jest stan zapalny, a resztę określą specjaliści, którzy zbadają wycinki i wyniki przyślą za dwa tygodnie. A ja, póki co... wziąłem sie za dietę. Co ma być, to będzie, ale z pewnościa ja sam też mam jakiś wpływ na swój los. Zaczynam ograniczać posiłki, słodycze, wprowadzam wiecej ruchu w swoim dniu. I chyba zacznę chodzić na basen. Mam nadzieję, że wytrwam.Najważniejsze, że mam wsparcie i to bardzo silne ze strony najbliższych.

Co ma być to będzie.

poniedziałek, 03 grudnia 2007 19:29

Trzeba zaczynać od nowa - 22 listopada 2007


 Dziś w nocy jacyś bezmózgowcy spalili mi altanke na działce. Nie tylko mnie, do kilku usiłowali sie włamać. Cały mój dorobek poszedł z dymem . Czyjaś głupota? złośliwość? Przykro. Najbardzie żal mi mojej żony, bo żyła tą działką i teraz mocno to przeżywa. Ale odbuduję domek. na złość sprawcom, których nie znam.
 Jutro rano idę na obserwacje do szpitala. Trzeba przeprowadzić niezbędny remont. W poniedziałek badania. Może wszystko będzie w porządku

Trzeba zaczynać od nowa

czwartek, 22 listopada 2007 17:30

Postanowiłem wrócić - 20 listopada 2007

Najwyższa pora ,aby przerwać to milczenie
Postanowiłem wrócić do pisania swojego blogu. Od czerwca sporadycznie wpadałem  z "wizytą"  do przyjaciół. Wiele w tym czasie wydarzyło sie u  nich i u mnie. Wielu z nas przeżywało swoje małe i większe kryzysy. Ja także. Teraz chcę wrócić do blogowej rodziny, bo RAZEM JEST RAŹNIEJ PRZEJŚĆ PRZEZ MEANDRY ŻYCIA. Będe starał sie coś nowego tu wprowadzić . Myśle , że Hania znowu mi pomoże.

Postanowiłem wrócić

wtorek, 20 listopada 2007 18:52

Nie mam prawa gniewać sie na Ciebie...Panie! - 08 czerwca 2007

Dzisiaj ,Panie , pozwoliłeś mi przyjść do Ciebie.Nie, to Ty przyszedłeś do mnie. Do nas wszystkich - na ulicach miast, osiedli. Dziewczynki sypały Ci kwiaty, chłopcy dzwonili, wierny i niewierny lud śpiewał. Była też orkiestra przy czterech ołtarzach.
Przyszedłeś jednak też specjalnie do mnie, bo ja ociagałem sie z przyjściem do Ciebie. Bo byłem zagniewany. Przecież nie wysłuchałeś moich próśb, moich modlitw zanoszonych każdego dnia rano, w południe i wieczorem przez usta skalane , przez myśli splątane, oczy, które grzeszyły, ręce pełne brudu. Nie oszczędziłeś mi bólu, rozczarowań , zawiedzionych nadziei. I... nie wygrałem w TOTO-LOTKA.
A jednak przyszedłeś. I pozwoliłeś mi przyjść do Ciebie - tak w pół drogi -do konfesjonału, bym odkrył na nowo całą potęgę Twojego Miłosierdzia, bym się dowiedział, jak bardzo tęskniłeś za mną, jak mnie kochasz bezgraniczną Miłością , że zawsze byłeś przy mnie - nawet wtedy, gdy Twoje miejsce zajmował Przeciwnik.
Więc nie mam prawa gniewać sie na Ciebie, bo to ja byłem niewierny, to ja deptałem tę Miłość, moje usta, moje oczy, ręce, myśli pełne były brudu, a dusza pogrążała się w mroku i beznadziei.
Dziś mnie oczyściłeś , Panie, mówiąc : i ja odpuszczam ci Twoje grzechy...Idź w pokoju.
Proszę Cie tylko, Panie - bądź przy mnie teraz i w godzinie śmierci ... Amen.
Nie mogłęm nie napisać tego tekstu



Nie mam prawa gniewać sie na Ciebie...Panie!

piątek, 08 czerwca 2007 0:11

Kto jest po tamtej stronie?! - 22 maja 2007

Czy można zaufać swojemu rozmówcy?
Kiedy z kimś rozmawiam, chcę o nim wiedzieć jak najwięcej. I chyba takie pragnienie ma każdy. W czasie swoich przesłuchań na SB w stanie wojennym wyprowadzałem z równowagi "smutnych panów", kiedy na samym początku prosiłem , aby raczyli sie przedstawić, bo tak każe dobry obyczaj, poza tym, oni wiedzą o mnie prawie wszystko, ja zaś nie mam takiej możliwości. Gdy spełniali moje życzenie, oświadczałem im, że ,mam zwyczaj sam dobierania sobie rozmówcow, a że do tego spotkania zostałem zmuszony, więc tej przyjemności nie mam i rozmawiał nie będę. Tym samym psułem im ustalony scenariusz "przeprowadzenia rozmowy", wprawiałem "smutnych panów " w wściekłość, a na następne przesłuchanie mnie wyznaczano już innego funkcjonariusza SB.
To takie wspomnienie z przeszłości.Muszę tylko przyznać, że bardzo bałem się, aby któryś z panów zbyt się nie zdenerwował i nie zastosował "języka pały".
Kiedy zacząłem swoje spotkania na blogach, również chciałem wiedzieć o Was jak najwięcej. Wiele wniosków próbowałem wysnuć na podstawie dotychczasowych zapisów, zakładając, że są one bardziej szczere, niż wypowiedzi w bezpośredniej , realnej sytuacji. Przyjąłem też zasadę , że będę też rozpoznawalny przez swoja szczerość. Dlatego wszyscy wiedzą , ile mam lat, kim byłem i kim jestem , jaki jest mój status rodzinny. To jest o tyle ważne, że wśród swoich blogowych znajomych mam też urocze nastolatki i, aby im pomóc, muszę unikać dwuznaczności,  muszę być uczciwym.
Dlatego dziękuję Wam - Haniu, Pati, Agnisiu, żeście mi zaufały.Choć jest między nami kolosalna różnica wieku, jesteście mi bliskie i cenię sobie Waszą przyjaźń. Tak , jak cenię przyjaźń (a mogę już tak tę znajomość nazwać) dorosłej już, ale bardzo młodej Sapany.
A dziś spotkała mnie na GG zaskakująca przygoda. Kiedy rozmawiałem z Wami trzema na raz (dlatego tak długo musiałyście cekac na moje odpowiedzi). dostałem też sygnał, że dostępny jest niejaki, zarejestrowany w moim GG, Zbyszek -pszczelarz, który ongiś, nie wiadomo skąd zdobył mój numer i wypytywał o różne sprawy pszczelarskie. Kiedy więc zaczynam z nim rozmowe o miodzie  pytając, czy już go wybrał i ile - "Zbyszek-pszczelarz" zaskakuje mnie pytaniem: " Kto ty właściwie jesteś?"
Gdy przypomniałem facetowi nasze ostatnie, sprzed paru miesięcy rozmowy o pszczołach,dostałem wiadomość:" Ale ja jestem innej płci". To był dla mnie szok. Pomyślałem z początku, że to żona Zbyszka , więc przepraszam pisząc, że kolejny raz zdarzyło mi się popełnić gafę wobec kobiety .Wyjaśniam, skąd to nieporozumienie, że jestem również zaskoczony.Składam się więc jak scyzoryk, a tu po chwili otrzymuje upomnienie: "Ola jest małą dziewczynką, a ja jestem jej ojcem! Należy wcześniej sprawdzić katalog rozmówcow, by wiedzieć, z kim się rozmawia!!!Kto ty jesteś?!!!" Automatycznie na takie pytanie nasuneła mi się odpowiedź "Polak mały", ale jej nie napisałem, bo bym skłamał, a poza tym zrobiło mi się głupio. Odpisałem,że rozumiem oburzenie i niepokój taty Oli, że gratuluję Oli odpowiedzialnego tatusia, ale ze ze względu na swój wiek , nie potrafie wykonywać pewnych proponowanych czyności w internecie, a tak naprawdę moje wcześniejsze wyjaśnienia powiny rozwiać wszelkie wątpliwośći, że nie jestem tym, za kogo mnie tatuś Oli bierze. I tak to się skończylo, bez odpowiedzi z tamtej strony, Nie wiem , co sie stało ze Zbyszkiem-pszczelarzem, a szkoda mi tej znajomości, bo o pszczołach lubie rozmawiać, Z Olą nie pogadam, bo za mała, a z jej tatusiem -choć to pewnie rozsądny facet- nie mam ochoty.


Kto jest po tamtej stronie?!

wtorek, 22 maja 2007 23:46

Kiedy sen nie chce przyjść... - 21 maja 2007

Kiedy sen nie chce przyść, naucz sie na jawie śnić -śpiewał Piotr Szczepanik, piosenkarz okresu mojej młodości.
    Nie śnię  jednak tej nocy na jawie, bowiem kotłują mi się w głowie przeróżne myśli - zarówno dobre jak i złe, jako efekt licznych przeżyć minionego dnia.
Wróciem w niedzielę rano ze wsi, gdzie mam pasiekę , pełen zadowolenia z kontaktu z pszczołami . Właśnie moja pasieka powiększyła się o trzy roje, które przyleciały do niezamieszkanych uli i o dwa odkłady, które zrobiłem, aby z kolei moje pszczoły nie wyroiły się . (Dla niewtajemniczonych podaję, że odkład to sztucznie zrobiona nowa rodzinka pszczela z matką lub bez niej, z takiego ula , w którym jest bardzo dużo pszczół będących w nastroju rojowym).
Byłem na Mszy św. prymicyjnej nowowyświęconego kapłana, o. Michała . I tu, oprócz radości z powodu nowego kapłana,  pojawił się też  smutek wywołany utratą powołania  bliskiej mi osoby konsekrowanej.
Cierpienia innych bliskich nie dają mi dziś zasnąć .   Dokonuje bilansu jako ojciec. Nie zawsze wychodzi  pozytywnie . Wydaje mi sie , że poniosłem porażkę . Ale też odwiedziły mnie wnuczęta, którym potem na dobranoc musiałem przeczytać bajki. Wiele spraw nakłada się, na wiele pytań szukam odpowiedzi. Czy je znajdę?

Powroty - 18 maja 2007

Po paru miesiącach milczenia wracam do swojego blogu.
 
Tyle wydarzyło sie ważnych dla mnie rzeczy, tyle przemyśleń uleciało bezpowrotnie. Nie będę do nich wracał, bo chce żyć dniem dzisiejszym i przyszłością.To minione powróci samo  do mnie w odpowiednim czasie, ale ja będę miał do tego już odpowiedni dystans. Na szczęście, udało misię zachować kontakt z przyjaciółmi z blogów.Na "Dzień dobry" pozdrawiam wszystkich serdecznie.



Powroty

piątek, 18 maja 2007 12:24

Kim jesteś? - 15 lutego 2007

Dzisiaj miałem dziwną i śmieszną zarazem przygodę .
Wracając z zakupów, ujrzałem młodego wychudzonego człowieka z 5-6-letnim synkiem o twarzyczce pokrytej strupami. Widok przykry. Ojciec nieśmiało  zaczepiał przechodzących , prosząc o parę groszy  na kupienie dziecku czegoś do jedzenia.
 Zwykle zastanawiam sie w takich wypadkach, zanim udzielę jałmużny, bowiem spotkałem już wielu naciągaczy angażujących do tego dzieci, ale tym razem bez wahania dałem nieszczęśliwemu ojcu to, co mi w portfelu  zostało  z zakupów , zaledwie parę złotych. Kiedy zacząłem wypytywać ojca dziecka o miejsce pochodzenia, malec niespodziewanie zaczął wołać pod moim adresem:"Ty gnoju!". Nic nie pomagało ojcowskie uciszanie, malec nadal wołał, kim jestem. Zrezygnowałem z dalszej rozmowy i oddaliłem się.
 Chce mi się śmiać i nie mam żalu do dzieciaka, które prawdopodobnie na co dzień obrzucane jest tym epitetem, albo i gorszym . Nawet cieszyłem się,że nie nazwał mnie jeszcze gorzej. Ale od tego momentu zastanawiam się , kim naprawdę jestem.

Kim jesteś?

czwartek, 15 lutego 2007 0:01

Pożegnania, pożegnania, pożegnania....... - 12 lutego 2007

Długo już nie robiłem wpisu, bo miałem trudny tydzień spowodowany chorobą w domu. Poza tym, ze względu na pogodę sam czułem sie nie najlepiej( bolała mnie głowa) i ograniczałem się tylko do komentowania "zaprzyjaźnionych bloogów". A tu zaskoczenie, bo coraz więcej osób mnie odwiedza, gdy tymczasem mój okres blogowania kończy się z ostatnim dniem lutego. Przyjdzie się pożegnać, choc raz już to robiłem . Tylko teraz dotyczyć to będzie większej ilości przyjacioł.

Wczoraj, w niedzielne popołudnie odwiedziłem z żoną rodzinę mojego przyjaciela , Janusza. Odbyliśmy bardzo wolny spacer poza miasto, trwający godzinę . Był to pierwszy tak długi spacer po operacji żony i dobrze nam zrobił.Janusz i Dzidka ucieszyli się , bo od wyborów , które obydwaj przegraliśmy, tak naprawdę pierwszy raz mogliśmy sobie dużej porozmawiać. Oczywiście, sprawy polityczne krajowe i powiatowo-miejsko-gminne zdominowały naszą rozmowe. Janusz jest teraz tylko radnym, ja przeszedłem na emeryturę nie tylko zwodową , ale i polityczną i jest mi z tym nieźle. Stwierdziłem ,że nie być WIP-em to bardzo fajna rzecz. Ale, jeżeli zdrowie pozwoli, to jeszcze do plityki wrócę , bo widać, że nasz dorobek jest marnotrawiony. Ale, może to tylko subiektywne spojrzenie.Poczekamy.
Także wczoraj , podczas głoszeń parafialnych po Mszy Sw. poraziła mnie , a właściwie wszystkich parafian wiadomość, że nasz proboszcz i przeor klasztoru zarazem, O.Jakub został wybrany na przeora w klasztorze oo.Dominikanów w Poznaniu i decyzją o.prowincjała jeszcze w tym miesiącu wyjeżdza na nowe miejsce posługi kapłańskiej. Poznań zyskuje wspaniałego kapłana, , spowiednika,organizatora, kaznodzieję - człowieka ujmującego swoja skromnością , prostotą , madrością i wielka charyzmą, natomast moje miasto traci.Jeszcze w czwartek , na spotkaniu duszpasterstwa nauczycieli, rozważając temat powołań, rozmawialiśmy też o powoływaniu do funkcji przeora, ale nic nie wskazywało na to, że niedługo przyjdzie nam pożegnać Ojca Jakuba. Takie to jest życie...


Pożegnania, pożegnania, pożegnania.......

poniedziałek, 12 lutego 2007 0:34

To nic, że przypaliłem jabłka... - 05 lutego 2007

Smieszny tytuł, ale uzasadniony.Dzisiaj , siedząc przy bloogach zapomniałem o jabłkach, które piekłem dla swojej czcigodnej rekonwalescentki, czyli dla małżonki , która jest po operacji. Dostało sie komputerowi. -To wszystko przez ten przeklętry komputer - krzyknęła żona, a ja skruszony zabrałem sie do czyszczenia przypalonego garnka . Oczywiście te jabłka były już nie do zjedzenia, więc musiałem upiec nowe
Ale to nic. zrozumialem, że zaniedbuję trochę rodzine , że blogi są ważne, ale rodzina najważniejsza i resztę czasu poświeciłem wspolnej rozmowie.

Dziś prawdopodobnie w telewizji była dyskusja na temat bloogów. Ktos stwierdził, że bloogi to bardzo ciekawa i ważna forma kontaktow międzyludzkich , ale niesie tez pewne niebezpieczeństwa. Jako przykład podano przypadek rozpadu dwóch małżeństw, w których jedna z małżonek zaniedbała dom, rodzinę i zakochała się w swoim bloogowym rozmówcy. Cóż , zdarzyć się wszystko może tam, gdzie brak rozsądku i nie tylko rozsądku.
Mnie uderza jedno zjawisko i wstrzymam sie narazie z jego oceną - kiedy przeglądam bloogi, widzę bardzo dużo tzw. "ciemnych bloogów", tworzonych przez młode osoby, nastolatki i nastolatków, w których brak jest radości życia, za to fascynacja krwią ,podciętymi żyłami; przebija z nich smutek, rozpacz, beznadzieja, czasem wołanie o pomoc. I nie zawsze tu chodzi o "złamane serce" - czasem kryją się za tym dramaty rodzinne i to są tylko sygnały, które w i
nnej formie nie moga być dawane, bo w najbliższym otoczeniu nie ma nikogo ,komu można by to wszystko powiedzieć , wypłakać... Sądzę , że powinno powstać jakieś "pogotowie bloogowe", złożone z psychologow, pedagogów,socjologów, a przede wszystkim z kapłanów ( rożnych wyznań, bo i potrzebujący ratunku reprezentują rożne religie ), które udzielałoby właściwych porad, a czasem doraźnej pomocy.
Dziś w wiadomościach dowiedziałem sie , że 13-letnia blogowiczka , która zniknęła, właśnie w bloogu napisała dramatyczny list do Pana Boga.


To nic, że przypaliłem jabłka...

poniedziałek, 05 lutego 2007 22:51

Dziś święto Matki Boskiej Gromnicznej - 02 lutego 2007


2 lutego to w Kościele katolickim swięto Matki Boskiej Gromnicznej. Msza Święta poprzedzona jest święceniem gromnic. Gromnica taka towarzyszy nam w różnych ważnych sytuacjach: na wsi dawniej (nie wiem, jak dzisiaj, w erze piorunochronów) zapalano ja w czasie burzy z wyładowaniami atmosferycznymi i gromnica miała strzec domowników od uderzenia pioruna, gromu - jak go dawniej nazywano, stąd też zapewne nazwa te dużej, ozdobionej swiecy: "gromnica". Pamietam te sytuacje z okresu dzieciństwa.
Zaświeconą gromnicę daje sie też do ręki osobie umierającej w sposób przytomny w domu, w otoczeniu domowników. Wtedy ktoś z najbliższych podtrzymuje tę poświęconą świecę w słabnących rękach konającego, przy wspólnej modlitwie pozostałych bliskich i znajomych. Jeżeli miałbym takie szczęście, to tak właśnie chciałbym odchodzić do wieczności.
Swiatło zaświeconej gromnicy Symbolizuje Chrystusa. Zaczynając wpólną modlitwę,świecimy świecę , mówiąc: "Światło Chrystusa". Wtedy wierzymy, że Chrystus jest wśród nas. To, oczywiście znak, symbol, bowiem Jezus jest wśród gorliwie modlących się nawet, gdy nie ma świecy, zgodnie ze swoją obietnicą.
Dziś też dzień osób konsekrowanych, czyli tych, które swoje życie przeznaczyły na służbę Bogu (kapłanów, zakonników, sióstr zakonnych), więc specjalnie modliłem sie za swoją córkę , s. Dominikę i jej współsiostry.


Dziś święto Matki Boskiej Gromnicznej

piątek, 02 lutego 2007 23:03


Bądź wierny... - 01 lutego 2007

Stale poddawani jesteśmy próbie wierności - komuś, czemuś. Powstają wokół nas  zupełnie nieoczekiwanie sytuację, w których musimy podejmować decyzje natychmiast, bez możliwości zastanowienia się , ale z koniecznością wyboru tej właściwej jedynej , słusznej.
Jeżeli nie mamy ukształtowanych i utrwalonych norm moralnych ,nasz niewłaściwy wybór może zaważyć negatywnie na całym naszym życiu.
Zadanie na każdy dzień:
-być wiernym przykazaniom zawartym w Dekalogu;
-być wiernym zasadom moralnym i etycznym, które głoszę na co dzień;
-być wiernym drugiemu człowiekowi: żonie, dzieciom, przyjacielowi... nędzarzowi, pijakowi...;
-być wiernym danemu słowu;
-być wiernym samemy sobie.
Wtedy mogę spokojnie powiedzieć, że przeżyłem uczciwie.

Takie refleksje nasunęły mi sie dziś podczas lekcji i po dyskusji z młodzieżą , gdy daleko, daleko odbiegliśmy od tematu właściwego, związanego  "Traktatem moralnym" Cz. Miłosza i "Panem Cogito"Z Herberta.

 

Bądź wierny...

czwartek, 01 lutego 2007 0:28


A komu droga otwarta do Nieba - tym , co służą ojczyźnie...Rzecz o Ince - 27 stycznia 2007

Jednak ten wpis poświęcam Ince - bohaterskiej dziewczynie, harcerce, sanitariuszce oddziału A K majora "Łupaszki", która po bestialskich torturach w sopockim UB, skazana na śmierć , została rozstrzelana przez pluton egzekucyjny Ludowego Wojska Polskiego w 1946 roku, gdy do 18 rocznicy urodzin zabrakło jej jednego tygodnia życia.
Czytałem historię Inki na łamach Naszego Dziennika . Już wtedy ogarnęło mnie przygnębienie takie, jakiego zawsze doznawałem po lekturze znaczących utworów literackich i dokumentów historycznych ("Archipelag Gułag" A.Sołżenicyna , "W domu niewoli" i "Powrót z domu niewoli" Beaty Obertyńskiej ,"Oda wrześniowa " J. Andrzejewskiego).
Poniedziałkowy spektakl teatru TV o Ince powinna koniecznie obejrzeć młodzież, a Ministerstwo Edukacji powinno zakupić w TVP nagrania spektaklu dla szkół średnich.

Inka ,to pseudonim konspiracyjny . Pochodziła z rodziny, gdzie miłość do ojczyzny była ,tak jak głęboka wiara, sprawa nadrzędną. Matka Inki została zamęczona na gestapo w czasie wojny, ojciec zmarł z wycieńczenia w armii gen. Andersa, po dramatycznych przeżyciach w Związku Sowieckim. Ince pozostała babcia, która była dla niej najwyższym autorytetem. Po tak zwanym wyzwoleniu wpadła w łapy UB.
Została uwolniona podczas akcji oddziału majora "Łupaszki" na więzienie . Pozostała w oddziale, została zaprzysiężona i pełniła funkcję sanitariuszki.
Oddział "Łupaszki"siał postrach wśród funkcjonariuszy PPR i UB i mimo licznych zasadzek , był nieuchwytny. Wreszcie udało sie UB wprowadzić do oddziału swojego człowieka. W wyniku zdrady Inka wpadła ponownie w ręce bezpieki.
Wpadła też jej kuzynka, u której Inka przebywała w Sopocie. Oficer śledczy UB różnymi sposobami starał się wydobyć od Inki informacje o majorze, o miejscu przebywania oddziału. Przesłuchiwało ją trzech. Głowny starał się być nastawiony życzliwie, nawet obiecywał możliwość uczęszczania do szkoły, byle tylko udzieliła niezbędnych informacji. Dla kontrastu , drugi tęgi osiłek był bardzo brutalny, stosował wobec Inki przekleństwa , wyzywając ją od suk, kurew, dziwek, bijąc ją . To jedna z metod śledztwa opisana przez A Sołżenicyna w "Archpelagu Gułag".
Mimo licznych ,poniżających , turtur, Inka nie wydała nikogo. W swojej celi wyryła w tynku nad pryczą krzyżyk i pogrążała się w modlitwie. Kiedy śledczy zorientowali się , że ta siedemnastoletnia dziewczyna jest niezłomna i nic nie wskórają więcej, stała się dla nich niewygodna . Należało ją oskarżyć przed sądem, no bo z tak długiego śledztwa trzeba się rozliczyć przed przełożonymi, więc cały trud nie może byc daremny. Dlatego przedstawiają Ince zarzut, że w czasie jednej akcji, w której oddział milicji wpadł w zasadzkę "Łupaszki", to właśnie ona wydała rozkaz
zastrzelenie dwóch ,rozpoznanych przez nią funkcjonariuszy UB. Przedstawiono fałszywych świadków, milicjantów, którzy przed przesłuchaniem w obecności prokuratora, na korytarzu ćwiczyli zadany tekst zeznań obciążających Inkę .Jeden zeznał zgodnie ze swoim sumieniem i wiedzą , za co spotkała go surowa nagana ze strony oficera śledczego.

Sąd wojskowy wydał wyrok śmierci, który Inka przyjęła z godnością. Kiedy obrońca z urzędu odczytał jej napisany przez siebie list do Bieruta z prośbą o łaskę,Inka podarła tę ewentualną "przepustkę do życia", krzycząc, że nigdy nie będzie prosić o łaskę Bieruta - agenta gestapo i NKWD.
Na spacerze po wyroku Inka spotkała na sąsiednim spacerowniku swoją kuzynkę , której zdążyła powiedzieć: Przekaż babci, że zachowałam się godnie . Lepiej , jak umrę ja jedna, niż wielu innych.
Oficer śledczy sprowadził do celi Inki żony poległych milicjantów, które skatowały dziewczynę .Niedługo przed egzekucją przyszła na widzenie przyjaciółka Inki z oddziału, ta, która ją sypnęła , agentka UB, proponując jeszcze raz wyjawienie miejsca pobytu majora, za cenę ułaskawienia. To spotkanie dla Inki było szczególnie bolesne, choć to ona wyszła z niego zwycięsko.
Do egzekucji zgłosili się młodzi żołnierze którzy liczyli na to, że po oddaniu salwy , będą mogli dostać przepustki. Przed egzekucją Inka odbyła spowiedź świetą u kapelana więziennego.
Moment egzekucji był szczególnie wstrząsający. W podziemiach budynku sopockiego więzienia przywiązano Inkę i również skazanego porucznika z jej oddziału, do dwóch słupów. Porucznik, widząc Inkę , pełen oburzenia krzyknął, żeprzecież ona ma dopiero 17 lat. Kapelan dał obojgu do pocałowania krzyżyk. Zanim padły serie z pepesz, oboje skazani krzyknęli : Niech żyje Polska!
Porucznik zginął na miejscu. Inka nie została nawet draśnięta. Po prostu, żołnierze, młodzi chłopcy,kiedy stanęli twarzą w twarz ze skazanymi, zaczęli się pocić i nie mieli sumienia , żeby strzelać do dziewczyny. Oficer śledczy wyjął pistolet z kabury, podszedł wpierw do martwego porucznika i strzelił mu w głowę. Potem podszedł do Inki, mierząc w jej czoło. Zanim padł strzał, Inka krzyknęła: Niech żyje major "Łupaszko"!....
Major "Łupaszko" zginął rok później.
Nie wiadomo, kim byli oficerowie śledczy. Głowny mógl byc oficerem NKWD w polskim mundurze. Drugi, protokolant, miał nazwisko kończące się - eldmann.Czy spotkała ich kara? Jeżeli żyją , jakie mają emerytury?
Odtwarzający w spektaklu losy Inki dziennikarka TV i historyk, rozmawiają na ten temat w sopockiej kawiarni. Nad barem wisi zdjęcie Bieruta z córą na sopockiej plaży.
- Dlaczego on tu wisi? - pyta młodego barmana historyk.
-Nie wiem , podobno Bierut lubił tu przebywać, a to zdjęcie to taka promocja - odpowiada barman z głupim uśmiechem.
-To wie pan, mam tu zdjęcie faceta, który też kiedyś tu lubił przebywać, i stąd przez lornetkę patrzył na Westerplatte. Proszę , niech pan też go tu powiesi - rzekł historyk, wręczając barmanowi wyjętą z teczki fotografię. Oboje z dzienikarką wyszli z kawiarni, pozostawiając barmana z głupią miną , wpatrującego się w fotografię Adolfa H.


A komu droga otwarta do Nieba - tym , co służą ojczyźnie...Rzecz o Ince

sobota, 27 stycznia 2007 23:59

Zycie za szybko ucieka. Nie nadążam - 26 stycznia 2007

Nie wiem co się dzieje,ale z wieloma sprawami nie nadążam. Nie mogę zrealizować tego, co zaplanowałem, życie każdego dnia zaskakuje mnie nowymi sprawami i idę  spać ,mając w bilansie wykonanych zadań : minus cztery problemy , które muszą poślizgiem znaleźć się w planie  zajęć na  następny dzień.
Miałem napisać  o Ince. Przedyskutowałem ten spektakl na lekcjach.Paru uczniów ,tych mądrzejszych, również oglądało i miałem z kim rozmawiać. Pozostalit ylko słuchali, ale z uwagą.Miałem już na bloogu tekst na temat Inki, lecz w pośpiechu coś źle stuknąłem i cały został skasowany. Drugi raz tego nie napiszę.
Jutro wraca ze szpitala moja małżonka. Brak jej dezorganizuje jednak życie . Dobrze jednak, że operacja przebiegła sprawnie i wszystko wraca do normy.
W piatek - to już dziś- mam konferencję klasyfikacyjną . Niestety, dałem trzy "baniaki"w jednej klasie maturalnej Zagroziłem paru delikwentom niedopuszczeniem do matury. I dotrzymam słowa, jeśli nie będzie poprawy.


Zycie za szybko ucieka .Nie nadążam

piątek, 26 stycznia 2007 0:08

"Być Polakiem, to żyć pięknie i szlachetnie..."(A. Jenke) - 22 stycznia 2007

Jestem pod wrażeniem dzisiejszego teatru TV o bohaterskiej dziewczynie, "Ince", która została rozstrzelana  przez UB  w wieku 17 lat. Ta zbrodnia została tylko zapisana w dokumentach bezpieki, ale do dziś nie została rozliczona. Jak wiele, wiele innych. O tym spektaklu jutro napiszę więcej.

"Być Polakiem, to żyć pięknie i szlachetnie..."(A. Jenke)

poniedziałek, 22 stycznia 2007 23:30

Czeka mnie trudny tydzień - 21 stycznia 2007

Jestem jak ten mały okręcik  na wzburzonym morzu,gdzie za każdym nowym uderzeniem fali może dojść do katastrofy.
Tyle naczytałem się morskich opowieści, że z nich samoistnie nasunęło mi się to porównanie.
Ostatni tydzień w moim życiu był bardzo burzliwy. Poddałem się zbyt łatwo nastrojowi pogodowemu i chyba wobec swoich najbliższych  nie wykazałem się zbytnią cierpliwością. I cóż, że zaraz było mi przykro, ale słowa wypuszczone bez kontroli mogą naprawdę ranić.
Ktoś bardzo bliski i kochany pokazał mi, jak jesteśmy daleko od siebie, jak jestem bezradny wobec jego problemów. Pozostała modlitwa. Jeszcze jedno wyrzeczenie,jeszcze jedna ofiara,ale... serce boli. Ale w tym wszystkim jest też miejsce na słońce i radość. Właśnie wczoraj niespodziewanie przyjechała córuchna. Tyle ukojenia wniosła w nasze niepokoje. A dzisiaj wnuczęta z laurkami i życzeniami z okazji dni babci i dziadka. Także za oknem trochę słońca.
Jutro odwożę żonę na operację. Powinna się udać, ale niepokój gdzieś tam tkwi w podświadomości.Muszę pogodzić obowiązki domowe, z pracą zawodową , obowiązki , obowiązki, obowiązki...tyle spraw jeszcze do zrealizowania w tym tygodniu. Dobrze, że jest Kasia, to parę problemów będę miał z głowy.Mam nadzieję ,a także wiarę , że Pan Bóg czuwa nad moją rodziną.

Podziel się

Czeka mnie trudny tydzień

niedziela, 21 stycznia 2007 19:34

Czy można wybaczyć? - 14 stycznia 2007

O miłości wroga

Tyś mnie spotwarzył , bracie, tyś proch mi cisnął w oczy -
Jam twarz swą w żródle umył, w tobie się dusza mroczy.

Tyś mnie zasmucił ,bracie, tyś płaszcz mi zdarł na mrozie -
Jam piękną nagość swą ujrzał, twa dusza marznie w grozie.

Tys mnie przestraszył, bracie, twa dłoń mi spichrze pali -
Ja żebrząc pokory się uczę, twa dusza na głód sie żali.

Tyś mnie ukrzywdził, bracie, tyś zranił moją miłą -
Jam ja pokochał bardziej, twej duszy krwi ubyło.

Tyś cios mi zadał w duszę , co miłość swą ci dała -
Jam bolem sie oczyścił, a dusza twa skonała.

Klęknijmy razem, bracie... Mogiła sie otwarła -
Módlmy się za twą duszę , co nieszczęśliwie zmarła...

/Leopold Staff/
Mamy za soba dyskusję na temat teczek i lustracji,. Wydaje mi sie jednak, że demony przeszłości będą co rusz wracać nie tylko jako tematy zastępcze. Póki nie ujawnimy do końca tego , kto co robił w niechlubnym okresie, teczki będą atutem w wszelkiego rodzaju rozgrywkach,którym nie zawsze będą przyświecały szczere intencje dochodzenia tylko prawdy.
Czy teczki "robione" przez SB mogą być wiarygodne i czy można na ich podstawie osądzać człowieka?
Są one dokumentem jakiejś wykonanej pracy, dotyczą życia konkretnych postaci, a więc, powinny być wiarygodne.
Życie jednak pokazuje, że z tą wiarygodnością różnie bywa. Oto przypadek Zyty Gilowskiej: esbek, mąż koleżanki pani profesor, bez jej wiedzy zaklada teczkę TW i tworzy informacje, aby wykazać się przed przełożonymi i zainkasować pieniądze, awansować. Po prostu, oszukuje swoich.
Pani Małgorzata Niezabitowska , oczyszczona ostatnio przez sąd lustracyjny z zarzutu kłamstwa lustracyjnego, miała też "opiekuna ", który w swojej pracy operacyjnej "szedł na skróty".Zamiast zapraszać ją na rozmowy , założył podsłuch, z którego czerpał informacje , a w swoich raportach pisał , że TW "Nowak" informuje...
Tymczasem prasa nie dała szans ani pani Zycie, ani pani Małgorzacie.Obie, zanim sprawa się wyjaśniła , przeżyły horror. Wyjaśnienia wymaga sprawa ostatnio bulwersująca nas wszystkich, związana z Ks. Arcybiskupem.
W teczkach , które otrzymałem z IPN na temat swojej osoby, jako "osoby pokrzywdzonej", spotkałem kilka donosów wyraźnie spreparowanych, niezgodnych z prawdą ,"wziętych z suftu" informacji, które w swej treści nie trzymają się kupy.
Znam nazwiska wielu tajnych współpracowników, którzy na mnie donosili. Jedni już nie żyją , stanęli przed Sądem Bożym, bez usłyszenia ode mnie , że im przebaczam. Pozostali nie ujawniają się , a ja chcialbym się tylko dowiedzieć od każdego z nich, co było przyczyną tego pierwszego podpisu , jaki złożyli na deklaracji wspólpracy.
P.s. Tylko jeden esbek, moj sąsiad z bloku przyszedł domnie w noc wigilijną po uchyleniu stanu wojennego. Przyszedł z półlitrówką , już nieco podchmielony i zaczął przepraszać za stan wojenny i za to, że pisał na mnie raporty. To była noc wigilijna. I co miałem robić? Nie mogłem wyrzucić skruszonego człowieka.

Czy można wybaczyć?

niedziela, 14 stycznia 2007 23:56

"Jeszcze poczekajmy..." - 08 stycznia 2007

A jednak będę mógł jeszcze istnieć w internecie do końca lutego, bo takie są warunki umowy, którą dzisiaj rozwiązałem oficjalnie.
Disiaj pierwszy raz od paru dni wyszedłem do miasta po chorobie . Złożyło mnie w tamtym tygodniu, ale kuracja nie była wystarczająca, bo jeszcze jestem słaby, a pewne zadania jednak trzeba wykonać. Przypadkowo trafilem na realizację filmu A. Wajdy o Katyniu, "Post mortem. Opowieść katyńska" . Kręcono ostanie zdjęcia w naszym regionie i kawałek Rynku służył jako tło historii, w której pzez polskie miasto kresowe pzremaszerowuje z z piosenką o "krasnej kawalerii" na ustach oddział sowieckich sołdatów w obszarpanych szynelach , w czapkach "budionkach", z bagnetami. Z naprzeciwka, na odkrytej platformie starego grata jedzie dwóch sowietów: siedzący oficer politruk (w jego roli mój były uczeń sprzed lat, Jasiek, b.dyrektor Domu Kultury w Cieszanowie) i cywilny aparatczyk "rajkomu", który stojąc, ogłasza mieszkańcom przez metalową tubę, że pańska władza sie skończyła, rząd polski, generałowie uciekli do Rumunii...itd.
Wielu starszych mieszkańców miasta przyglądających się tej scenie miało pretensje, że sołdaci wówczas mieli karabiny na sznurkach, a nie na rzemiennych paskach, a buty oficerki posiedali tylko oficerowie, a nie szeregowi. Ale to nie jest ważne. Ważna była inscenizacja historyczna rozgrywająca się na oczah młodzieży szkolnej.


"Jeszcze poczekajmy..."

poniedziałek, 08 stycznia 2007 17:01