Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw. Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń życiowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdziesiątką a sześćdziesiątką, czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam. Zajmuję się pszczelarzeniem, malowaniem, teatrem, pisaniem oraz działką. Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia, 2017

Nowy Rok - 31 grudnia 2012

 Czas mnie nie oszczędza  i mam poważne zaległości. Byłem kilka dni poza domem , odcięty od internetu, stąd moje milczenie

Ten Nowy Rok

   Co przyniesie Nowy Rok? Wróżki, jasnowidzowie prognozują, ale  Pan Bóg i tak powoli bedzie odkrywał karty każdego z nas i całego świata według swojej koncepcji, uwzględniając nasze działania oraz działania możnych tego padołu. A my i oni  czesto jesteśmy nieobliczalni. Nie mamy zatem powodów do niepokoju, bowiem wszystko jest w DOBRYCH RĘKACH; obyśmy tylko my i możni tego świata nie wkraczali zanadto w plany Pana Boga.
   Póki co, życzę wszystkim odwiedzającym ten blog, by przyszły rok 2013 , mimo tej trzynastki na końcu, był rokiem pokoju i miłości.
Edycja Sw.Pawła przygotowała na ten rok ciekawą recepte.Odsyłam do tej i do źródła:



Nowy Rok

poniedziałek, 31 grudnia 2012 22:14

Czarne ptaki - 12 grudnia 2012

W rocznicę

   Czarne ptaki,  duże czarne ptaki nieustannie towarzyszą człowiekowi. Są na naszych podwórkach, na naszych polach, gnieżdżą się na szczytach drzew.  Za dnia, pojedyncze osobniki, bez wzgledu na pogodę siedzą:  to na gałęzi drzewa , to na antenie telewizyjnej ,  to na jakimś słupie - obserwatorzy naszej codziennej krzątaniny i śmietników. Wystarczy rzucić jakąś skórkę, kęsek, a już z różnych stron spływają na ziemię - wpierw najbliżsi "obserwatorzy", a za nimi reszta,  z dalszego obszaru. Czasem wywiązuje się  między nimi walka, którą wygrywa najsprytniejszy i wówczas on staje się posiadaczem i konsumentem smakowitego kęska, dopóki inny, jeszcze bardziej sprytny,  podstępnie mu  go nie odbierze. Pod wieczór, wraz z nieustannie towarzyszacymi im mniejszymi kuzynkami kawkami, zlatują się do parku, zagajnika, obsiadając szczyty wysokich drzew niczym czarne liście i  przekrzykując się rozdartym  krakaniem, ustalają moment odlotu na nocny spoczynek. Co jakiś czas, niczym oklaski dla "mówcy" rozlega się łopot  setek, tysięcy czarnych skrzydeł, który, przechodząc falą  z jednego skraju  parku  na drugi, nagle ucicha. I tak kilka razy. W tym czasie  dolatują jeszcze jacyś "maruderzy" z  bardziej odległych pól. Następuje moment ciszy przeplatanej pojedynczym "czkaniem" kawek i wreszcie, jakby na czyjś sygnał, szczyty drzew ożywają  wrzaskiem połączonym z furkotem skrzydeł. "Czarne liście"  wzbijają się kolejno z gałęzi i zasnuwając  ciemniejące niebo krzyczacą ławicą,  odpływają do niedalekiego lasu na nocny spoczynek
    Lubię obserwować te ptaki, zwane popularnie wronami, choć wronami w rzeczywistości nie są, tylko gawronami. Wrony prawdziwe, o popielato-czarnym upierzeniu,  w rejonie mojego zamieszkania  nie występują,  dlatego też te właśnie gawrony, bezpłatni czyściciele naszych śmietników,  uchodzą za wrony. Podziwiam je za osobliwe piękno, mimo pozornej pokraczności, za spryt, pomysłowość w zdobywaniu pożywienia, za mądrość.
   Wrony - obojętnie - te właściwe, czy też opisane przeze mnie, są bohaterkami powieści, dramatów, poezji,  nawet filmów. Niesłusznie są symbolem żarłoctwa, prostactwa, głupoty. Niesłusznie, bowiem te przypisane im cechy są nieprawdziwe i krzywdzące.
    Jaki związek mają one z rocznicą, którą właśnie dziś obchodzimy? A no taki, że 13 grudnia "roku pamiętnego" stały sie złym symbolem  junty wojskowej, której skrót WRON  skojarzył się natychmiast narodowi z wroną. Stąd właśnie w obozie dla internowanych opozycjonistów zrodziła się piosenka "Zielona Wrona" na melodię znanej okupacyjnej piosenki o słoninie , rąbance, kiełbasie, kaszance, a moja  mała córeczka, wracająca z odwiedzin w Uhercach, śpiewała w autobusie zasłyszaną tam inną piosenkę : "Kla, kla kla - wloniśko klakało, a eśbe sialało,- kla kla kla".  Ale to dotyczyło "zielonej wrony", choć na podziemnej grafice funkcjonowała czarna, czyli gawron.





Czarne ptaki

środa, 12 grudnia 2012 23:17

starość - 28 listopada 2012 0:40

A gdy nadejdzie jesień życia , czyli : człowiek stary w rodzinie (cz.2)


„Miłosierdzie  względem ojca nie pójdzie  w zapomnienie,
w miejsce grzechów zamieszka u ciebie,
w dzień utrapienia wspomni się o tobie,
jak szron w piękną pogodę, tak rozpłyną się twoje grzechy” (Mdr Syr3,14-15)

       Nie będę tu odkrywał  niczego nowego. Problem  starości poruszony w poprzednim artykule jest wiecznie aktualny i – jak pisałem wcześniej – dotknie każdego z nas. Rzecz w tym, by do jej godnego przeżywania przygotowywać się  wcześniej. Przygotowywać siebie i swoich najbliższych, bowiem  ich udział w naszej starości  będzie istotny.
      Starość  zazwyczaj wiąże się z niedomaganiem umysłu i ciała. Nasze  szare komórki mózgowe – te odpowiedzialne za rejestrowanie , kojarzenie zdarzeń, zapamiętywanie i logiczne myślenie -  powoli   zanikają . Jest to proces naturalny, aczkolwiek jego następowanie uzależnione jest w dużym stopniu od trybu naszego życia, sposobu odżywiania się ,  przebytych  chorób (słodycze, używki, brak ruchu ten proces znacznie przyśpieszają). Zaczynamy więc  zapominać,   pytać po kilka razy o to samo, powtarzać jakieś  informacje w niewielkich odstępach czasu.  Więcej pamiętamy z dalekiej przeszłości, niż z niedawnych zdarzeń. Nasz słuch jest już przytępiony, więc  mamy trudności ze zrozumieniem   innych , bowiem  niektóre spółgłoski , zwłaszcza te bezdźwięczne lub w wygłosie (kończące słowo) nie docierają do nas i słyszymy „dziurawe” lub niedokończone wyrazy, zdania . Mamy również problem z wypowiadaniem się, bowiem zaczyna brakować zapomnianych określeń, a  i głos nam gdzieś zanika. To powoduje poważny dyskomfort  wyłączający nas stopniowo z życia towarzyskiego. Opuszczają nas powoli siły, z czasem  stajemy się coraz bardziej niedołężni, coraz częściej wymagamy pomocy innych w różnych sytuacjach codziennego życia. Jeżeli jeszcze możemy  poruszać się o własnych siłach i sami wykonać wokół siebie codzienny obrządek (mycie się ,  jedzenie, czynności fizjologiczne), to pół biedy. Gorzej, gdy przyplącze się choroba , która przykuje nas do łóżka i gdy będziemy w znacznym stopniu uzależnieni od najbliższych, którzy będą musieli  obsługiwać nas prawie we wszystkim – od karmienia, po mycie , przebieranie, etc. Zwłaszcza czynności  wokół naszych potrzeb fizjologicznych , gdzie przełamana  musi zostać bariera wstydu z naszej  strony i osoby nas obsługującej, stają się przyczyną  dyskomfortu psychicznego.
       Często w opowieściach znajomych, w literaturze,  w filmach spotykamy się z problemem ludzi starszych w rodzinie. Funkcjonują  też pewne stereotypy wzajemnych relacji między staruszkami a ich rodziną. „Dziadek, babka  - słyszy się nieraz  - są nie do wytrzymania. Już mi nerwy puszczają”. To prawda, często takie trudne sytuacje w rodzinach  wielopokoleniowych mają miejsce. Są jednak i takie rodziny,  w których  mimo trudności związanych z przeżywaniem starości kogoś najbliższego, takie stwierdzenia nie padają, gdyż właśnie owi „dziadek i babka” przeżywają swoją starość pogodnie i spokojnie, starając się nie sprawiać swoim najbliższym wielu problemów.  Nasze sytuacje życiowe potwierdzają  zatem  jedne stereotypy i stanowią zaprzeczenie innych .  Istnieje bardzo obszerna literatura  naukowa  z dziedziny medycyny, psychologii, pedagogiki, socjologii , dotycząca tego zagadnienia, po którą warto sięgnąć, by zrozumieć problem ludzi starych.
       Doświadczając samemu  tego wszystkiego, co wiąże się  z obecnością  seniorów  w rodzinie, a także wsłuchując się w głosy znajomych i  przyjaciół, uczę się tego, jak postępować z najbliższymi mi osobami  - teraz, gdy oczekują one ode mnie wsparcia i … w niedalekiej przyszłości, gdy to ja wsparcia będę oczekiwał od moich dzieci i wnuków.
       Rozumiem doskonale  tych ,  którzy z problemem starości w rodzinie nie mogą sobie poradzić, którzy są rzeczywiście u kresu wytrzymałości  psychicznej i fizycznej( bo i tak często jest) .  Każdy przypadek  jest inny, zależny od wielu czynników,  dlatego daleki jestem od wyrokowania  i  osądzania.
    Moją intencją jest uczulenie na problem  i skłonienie młodszych i zdrowych członków rodziny, gdy jest źle, do spojrzenia nań z innej perspektywy.  Tę perspektywę wyznaczają  nam  przede wszystkim wiara  i miłość. Wierzę, że ten staruszek, ta staruszka  nadal są osobami  drogimi Bogu, że  ich obecność w moim życiu, związana nawet z niedogodnościami, dyskomfortem,  jest mi  przez Niego „zadana”.  Mój stosunek do tych osób jest więc niejako  sprawdzianem  wierności   temu, co  wyznaję jako chrześcijanin, a jednocześnie mego  zaufania Panu Bogu.  Poza tym, nie przestałem nagle kochać dlatego , że ta osoba jest już niedołężna, głucha, cierpi  na demencję starczą  ze wszystkimi tego objawami jak:  zdziecinnienie, złe nastroje , zrzędliwość , upór , dziwne zachowania, dokuczliwość, etc. To nadal jest mój dziadzio, ojciec, to nadal jest moja babcia, czy mama, teściowa , teść ; to osoby, które mnie kochały, poświęcały mi swój czas , zdrowie i wszystko co najdroższe, gdy ja  jako dziecko byłem zdany  na ich opiekę. Teraz  po prostu spłacam dług, stając się ich podporą  w starości.
      W relacjach z „wiekowymi” członkami rodziny  w domu  na pewno pojawiają się  trudne chwile. Często jest tak, że osoba starsza, dotknięta już poważnie zaawansowaną demencją, staje się szczególnie przykra dla najbliższego członka rodziny - np. dla któregoś ze swoich dzieci, co jest dla  syna, córki szczególnie bolesnym doświadczeniem.  Znam takie sytuacje. Cóż wtedy?  Należy przede wszystkim uświadomić sobie, że ta złośliwość , dokuczliwość , czasem też wrogość przejawiająca się agresją  słowną,  jest efektem  zachodzących zmian w  mózgu, w psychice, jakichś wewnętrznych  wyobrażeń, a nie świadomego działania.  Dobrze jest nie odpowiadać tu  gniewem , bowiem on ten  chory stan potęguje, wzmacnia.  Tu potrzebna jest raczej  modlitwa o dar wybaczenia  doznanej przykrości, o cierpliwość  i modlitwa właśnie za tę  bliską osobę. Proszę wierzyć, że to pomaga. Znajdujemy wówczas właściwy dystans  do tych przykrości;  już przestają tak boleć, a jeśli jeszcze podejdziemy do tego z uśmiechem , obrócimy wszystko w żart, wówczas jesteśmy na najlepszej drodze  do pozytywnej przemiany we wzajemnych relacjach.
      Opiekując się swoimi rodzicami – staruszkami, okazując im serce,  miłość, zrozumienie dla ich stanu i potrzeb, zapewniamy jednocześnie sami sobie należny szacunek naszych dzieci i wnuków,  ich godziwą opiekę,  gdy sami  już   wejdziemy w okres  schyłku naszej   jesieni życia.   
                                                                                                                            

starość

środa, 28 listopada 2012 0:40

Przedostatnia - 02 listopada 2012

Agonia




Nazywają mnie różnie,
ale zawsze jestem  ta sama
nieunikniona,
przedostatnia
- chyba, że ONA
( czyli ta, co ma być po mnie i ostatnia),
na skutek nagłych zdarzeń
 zasnuje twoje oczy
nocą  przed czasem
i wówczas  moją rolą
jest  jedynie potwierdzić
końcowe  tchnienie.

To ja  zazwyczaj
gaszę  ostanie światełko nadziei,
przemieniam blask gromnicy
w światło  płynące z tunelu;
koję lęk przed NIEZNANYM,
budząc pragnienie  POZNANIA ;  
daję ostatnią szansę
spojrzenia za siebie,
pojednania
 i przebaczenia .

Bezgłośnie zamykam
okiennice świata,
przez które jeszcze
przenikają ostatnie,
Koronkowe słowa modlitwy
tych, którzy kochają,
albo ….
cisza nieobecnych i obojętnych.
Ostatnim stuknięciem sprawdzam
strudzone swym dziełem
 serce,
wywołując  DUSZĘ,
którą Anioł Stróż
weźmie pod ramię ,
by stanąć z nią
przed OBLICZEM PANA.

              Jarosław, 2 listopada 2012 r.


Przedostatnia

piątek, 02 listopada 2012 23:43



Czas na poprawę - 31 października 2012

Postanowienie


Od jutra
 przestaję palić
od jutra
przestaję pić
od jutra
zaczynam odchudzanie
i nie będę musiał kląć
zawiązując sznurowadła
od jutra w ogóle przestaję  przeklinać
od jutra uprawiam codziennie gimnastykę
od jutra uśmiecham się do wszystkich
również do tych
do których nie uśmiechnąłbym się
nigdy w życiu
od jutra  będę traktował
małe sprawy  jak wielkie
bo nigdy nie wiadomo
kiedy małe będzie wielkie
od jutra będę
 lepszym człowiekiem….
…………………………………………
Dziś mam swoje miejsce w czasie przeszłym.


Czas na poprawę

środa, 31 października 2012 0:17

starość nie radość? - 30 września 2012 1:19

A gdy nadejdzie jesień życia
  
       Starzejemy się . Ten proces zaczął się już z chwilą  naszego przyjścia na świat . Póki  jesteśmy młodzi ,  nie zwracamy zbytniej uwagi na upływający czas i zmiany, jakich dokonuje on w nas samych.
       Dziś , właśnie z perspektywy czasu, kiedy wewnętrznie nadal czuję się młody i  pełen chęci do życia, spoglądam w przeszłość  i dostrzegam, jak jest ona odległa. Pomagają mi  w tym uświadomieniu ogromnego upływu czasu nie tylko pamiątki materialne,  stare fotografie, ale również dorastające wnuczęta przechodzące tę samą  co ja, ale zarazem inną drogę  swojego  wzrastania. Pomagają mi  byli uczniowie, którzy prowadzą swoje dzieci do  szkoły, do  I Komunii świętej, a niektórzy nawet  stają się już teściami.
     Spoglądam w lustro i widzę siebie – innego człowieka niż tego  z fotografii sprzed lat, dla której obejrzenia muszę zakładać okulary:  tu  coś ubyło, tam przybyło, rozjeżdżają się oczy … niby JA, ale INNY,  a że też lustro  nie kłamie, więc na pewno to jestem JA . Tylko, dlaczego moje ruchy są bardziej powolne; dlaczego  tak często wypadają mi przedmioty z rąk; dlaczego kilka razy wracam, bo nie mogę sobie przypomnieć , po co szedłem?  I jeszcze to  niedosłyszenie i skrzypienie w stawach , ból w kręgosłupie i w innych częściach ciała…  To właśnie moment zmiany pory życia  - jak w przyrodzie : była wiosna, po niej lato , nadchodzi  więc jesień , a potem musi nadejść też… zima .
    Taki porządek  ustanowił  Pan Bóg i my nie mamy tu nic więcej do powiedzenia ,  jak tylko zaufać , że w tym porządku zawarta jest Boża Mądrość  -  tak, jak zaufał Jan Kochanowski w śpiewanej również w naszej świątyni  Pieśni XXV: (Czego chcesz od nas ,Panie…):  
 „Chowaj nas , póki  raczysz, na tej biednej ziemi;      Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi!” 
   Dla wielu z nas pogodzenie się z faktem starzenia się jest trudne.  Jedni przyjmują ten stan  z uśmiechem  jako coś normalnego , inni buntują się , zaczynają mieć pretensje do  wszystkich , nawet do Pana Boga, stają się zgryźliwi, zniechęceni do życia, apatyczni. Zależy to od wielu czynników, których nie sposób wymienić  wszystkich, ale na pewno ważną role odgrywają tu : osobowość, charakter, wychowanie, wykształcenie, stan zdrowia , doznane  przeżycia, a przede wszystkim … wiara. 
     Człowiekowi głęboko wierzącemu i ufającemu Panu najłatwiej jest pogodzić się ze stopniowym zanikaniem pewnych funkcji życiowych , sprawności ruchowych i umysłowych, bo wie, że jego życie ziemskie  to tylko krótki etap na drodze do życia wiecznego w niebie. On świadomie  przygotowuje się do przejścia na Tamtą stronę , na spotkanie z Panem, a póki co stara się, by to jego starzenie się  nie było przykre dla niego i najbliższych . I znowu powrócę do  swego ulubionego poety, Jana z Czarnolasu, który swą fraszkę „Na dom w Czarnolesie kończy słowami: 
 „ A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,                           Pożywieniem  ućciwym, ludzką życzliwością, Obyczajmi  znośnymi, nieprzykrą starością.”
     Kiedy czytamy Biblię, możemy znaleźć wiele fragmentów poświęconych ludziom w sędziwym wieku  –  tak, jakby Bóg w tym przekazie skierowanym do człowieka przewidział wszystkie  jego  sytuacje życiowe, a więc również ułomności związane ze starością. Widzimy też,  że Bóg bierze starość  w obronę, nakazuje wręcz  jej poszanowanie i wyrozumiałość  dla  jej przykrych objawów, jak np. „ Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś  w pełni sił.” (Syr.3,12-13)
         Starsi ludzie przeżywają swoją   „jesień życia” różnie. Jedni  potrafią pogodzić się z losem i wzbogaceni mądrością, nabierają dystansu do siebie samych, z pokorą odnosząc się do swoich nieporadności objawiających się w różnoraki sposób, traktując je jako coś naturalnego.  Cechuje ich pogoda , zadowolenie z przeżytego czasu i z każdego kolejnego dnia, jaki im Pan Bóg podarował . Inni traktują swoją starość  wraz z jej przykrymi objawami jako klęskę  życiową. Pełno w nich żalu  do wszystkich,  nawet do Pana Boga. Brak im chęci do dalszego  życia, a ofiarami ich narzekań, utyskiwań i często złości stają się najbliższe osoby. Sytuacja ta pogłębia się w wyniku  oczywistej reakcji  osób z najbliższego otoczenia, które zaczynają  ich unikać, co z kolei powoduje uczucie osamotnienia, opuszczenia.  Pozostawanie osób starszych w tym stanie  lub zmiana ich postawy wobec swojej starości zależy od wielu czynników,  wewnętrznych ( stan świadomości, stan zdrowia , reakcje otoczenia i wola samej starszej  osoby ).
        Starałem się tu zasygnalizować problem, który dotyczy lub dotyczyć będzie każdego i z którym prędzej czy później trzeba będzie się zmierzyć.  Jesień  jako pora roku nie musi kojarzyć się wyłącznie z zimnem, szarością i  pluchą. Jesień to również  babie lato, piękne kolory radujące oczy i serce. Jesień jest również złota. Takie też niech będzie nasze życie .

starość nie radość?

niedziela, 30 września 2012 1:19

krakowskie spotkanie - 20 września 2012

Po latach
 
Najmilsze są spotkania
po latach,
 gdy pan  czas  swoją historię
 wypisał, wymalował, wyrzeźbił,
 na  twojej  i mojej twarzy,
śmiejąc się nam w oczy  z udanego żartu,
 choć my nie z tego powodu łzy w oczach  mamy ,
 przywołując wspomnienia  dawnych, minionych lat.
Rozmawiamy  o chwilach
 -  ulotnych córkach czasu i pamięci ,
 gdy ten wyznaczał pory spotkań,
a pamięć nakazywała  powroty
o określonej porze lat.
 To nic,
 że przeszłość z teraźniejszością
  spór wiodą  o przyszłość ,
 której koniec jest ten sam,
 bo być musi.
Nam starczy za szczęście ta chwila,
 co dziś nas złączyła na moment,
 byśmy nacieszyć  się mogli
 raz jeszcze  spojrzeniem i słowem, 
nim znowu czas nas rozdzieli
 - na dłużej,
na zawsze,
 a pamięć zapłacze
 nad przemijaniem.
/Kraków, 16 września 2012r./

krakowskie spotkanie

czwartek, 20 września 2012 0:06

w "dole" - 25 sierpnia 2012

Gdy dopadnie cię chandra
 
    Zdarza się chyba każdemu, najbardziej wesołemu, zadowolonemu z życia człowiekowi. Mój poeta, Jan z Czarnolasu, wyznawca stoicyzmu i epikureizmu, miał takie chwile. Ale "pozbierał się", czemu dał wyraz w Trenie XIX . Znany  i  kochany za wspaniały humor komediopisarz Aleksander Fredro miał napady złego humoru i wówczas wyganiał swoich gości. Zatem nic dziwnego, że ten temat zagościł dziś i w moim blogu, którego tytuł wywodzi się z wiersza Leopolda Staffa "Przedśpiew", głoszącego "pochwałę życia" mimo nie zawsze radosnych jego barw.
   U piszącego te słowa również ten stan, zwany "chandrą" lub "dołem", pojawia się co jakiś czas. Nie ma przed nim ucieczki. Wówczas, zamiast snu przychodzą różne myśli, kotłują się pod czaszką , bolą. Przewracam się z boku na bok, układając teksty mów na "różne sytuacje", wywołując koszmary. Mam do kogoś niewypowiedziany żal, uświadamiam sobie własną niemoc, "małowartość", bezsilność wobec natłoku nieprzyjemnych zdarzeń, które już były, jeszcze trwają lub mają, czy mogą nadejść. I tak prawie do rana.
  Najgorzej, gdy ten stan trwa kilka dni. Nie wolno do tego dopuścic, bowiem może przerodzić się w depresję. Trzeba oderwać się  od tych  złych myśli, podejmując działania pozytywne: praca fizyczna, spacer, zwierzenie przed osoba zaufaną no i ... najważniejsze: modlitwa - taka szczera, bez patosu, bez klepania paciorka, ale rozmowa z Bogiem, z Jezusem, Maryją , ze swoim  Patronem,  z Aniołem Stróżem... To jest wyjście z sytuacji - zawałoby się - beznadziejnej. Warto. Właśnie to mi sie udało, choć niebo jeszcze zachmurzone i w dali  słychać grzmoty odchodzacej burzy.

w "dole"

sobota, 25 sierpnia 2012 0:15

A gdzie insygnia? - 16 sierpnia 2012

Biskup bez mitry i  pastorału




     Święto Wniebowzięcia  Najświętszej  Marii Panny,  zwane też  Świętem Matki Boskiej Zielnej, to dzień,  gdy do wszystkich sanktuariów maryjnych w Polsce,  gdzie  odbywają się uroczystości odpustowe, przybywają  liczne pielgrzymki wiernych .




Ukoronowaniem obchodów  tego święta  jest zawsze  uroczysta  Msza św.- suma, którą zazwyczaj celebruje proboszcz lub zaproszony gość -  wysoko postawiony  dostojnik  Kościoła. Tak też  i w naszej Bazylice Matki Bożej Bolesnej , którą opiekują się oo.  Dominikanie, uroczystościom odpustowym przewodniczył wyjątkowy gość z Łotwy, o. bp Wilhelm  Lapelis  OP.
   Liczni pielgrzymi i miejscowi wierni,  przyzwyczajeni do widoku dostojników  Kościoła,  mogli czuć się zawiedzeni, bowiem  15 sierpnia, wśród idących do ołtarza kapłanów nie zauważyli  nikogo z pastorałem w dłoni i mitrą na głowie. Procesję do Ołtarza  Pańskiego zamykał   celebrans, niczym wyróżniający się  młody, szczupły , średniego wzrostu  o. dominikanin.  „ Być może  nie dojechał – pomyśleli niektórzy –  i zapewne o. przeor  zaraz poinformuje o tym wiernych”. Nic z tego .  Po pierwszych słowach  celebransa  o. proboszcz    i przeor zarazem , witając wszystkich, powitał również o. bpa Wilhelma.







     
Wypadałoby skupić się w tym wpisie na samej uroczystości   związanej ze Świętem  Wniebowzięcia NMP, w trakcie której  przypadł mi w udziale zaszczyt czytania  „lekcji „, ale  przedmiotem mojej uwagi  - jak tytuł wpisu wskazuje - jest  o. biskup , więc jemu poświecę tych kilka słów .





    Choć  o. bp Wilhelm Lapelis jest Łotyszem, świetnie mówi po polsku. Homilia o głębokiej treści trafiła do umysłów słuchaczy.  Tylko uważny słuchacz mógł zorientować się , że głosi  ją kapłan ze Wschodu. 




 Po Mszy świętej i podziękowaniach  o. przeora , o. bp otrzymał gromkie brawa od wiernych.






    A potem , wraz z kolegami pszczelarzami  ( w uroczystościach tych od trzech lat  bierze udział nasz , pszczelarski poczet sztandarowy) odbyliśmy krótką rozmowę z zakrystii  z o. biskupem Wilhelmem. Wykazał się sporą wiedzą na temat pszczół i problemów związanych z pszczelarzeniem.  Mówił, że w jego diecezji  Duńczycy  prowadzący gospodarstwo  rolne, wytruli poprzez opryski  ponad 400 rodzin pszczelich, ale musieli zapłacić pszczelarzom wysokie odszkodowanie (u nas dochodzenie tych spraw tez  jest możliwe, ale niełatwe).  Był bezpośredni w rozmowie, serdeczny . Chciałby z nami dłużej porozmawiać, ale gospodarze  poprosili go na obiad. Dostał od nas na pożegnanie kilka słoików  z miodem różnych gatunków . Niech mu służy jako owoc  pracy polskich, podkarpackich, jarosławskich pszczół






    Biskup, który najlepiej czuje się w zakonnym habicie – jak mówił mi o. przeor – nie chciał  przywdziać  oficjalnego stroju biskupiego, dlatego  nie miał ani mitry, ani piuski ani pastorału, ani  pierścienia  na palcu, czy też krzyża  biskupiego   na piersi. A jednak wielki duchem i sercem biskup.
(wszystkie zdjęcia pochodzą z zasobów oo.Dominikanów w Jarosławiu)


A gdzie insygnia?

czwartek, 16 sierpnia 2012 0:10


Wypada - nie wypada... - 04 sierpnia 2012

Ten tekst poblikowałem w ostatnim numerze biuletynu parafialnego U Panny Marii, z którym współpracuję.

Nie wszędzie  na luzie






"Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą”- tak rzekł Pan do Mojżesza, ukazując się mu w płonącym krzewie.
    Szacunek do miejsc świętych szczególnie uwidacznia się w Polsce. Ludzie czynią znak krzyża przed świątynią , kapliczką przydrożną, figurą świętego, mężczyźni uchylają czapki. Zdarza się,  że jeszcze przyklękają ( dotyczy to zwłaszcza ludzi starszych, szczególnie na wsi),  widząc kapłana niosącego Wiatyk
    O tym szacunku do miejsca świętego, w którym mieszka Bóg pod postacią Najświętszego Sakramentu i w którym codziennie dokonuje się  akt przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, chciałbym wyrazić swoja  opinię.
   Zbliża się okres letnich upałów, ubieramy się więc stosownie do tej pory roku, starając się odkryć dla słońca jak najwięcej ciała. Jest to zrozumiałe. Po co pocić się, po co ograniczać swobodę w poruszaniu się; dążymy do większego  komfortu, a komfort życia  pozytywnie wpływa na nasze zdrowie. Poza tym,  jesteśmy modni, a moda na dzisiaj  wskazuje sporą dozę swobody i  podporządkowanie się jej jest oznaką nowoczesności, czy  - jak się teraz mówi – „bycia trendy”, „bycia na topie”.
    Jednakże nie we wszystkich  sytuacjach stosowanie się do trendów obowiązujących w modzie jest wskazane. Te sytuacje związane są – jak już  można się domyślić – z udziałem w uroczystościach religijnych. Dlaczego? A no dlatego, że zaciera się w naszej świadomości różnica między pospolitością  a sacrum. Zapominamy, że miejsce święte, jakim jest  świątynia, wymaga od nas innego ubioru, niż sala balowa, teatr, zakład pracy, ulica, dom, bowiem jest  to miejsce modlitwy, spotkania z Bogiem, gdzie winniśmy skupić się wyłącznie na Nim, oddając Mu cześć, a nie rozpraszać swój wzrok i myśli na inne osoby niestosownie do tych okoliczności ubrane. Nie możemy też być obiektem takiego rozproszenia. Tę świadomość powinniśmy  wszyscy posiadać, wybierając się na Mszę św. czy inne nabożeństwo do świątyni
    Nie chodzi mi bynajmniej o tego typu rygoryzm dotyczący strojów, z jakim spotykamy się np. w świątyniach rzymskich, gdzie odpowiednie znaki informują o zakazie wchodzenia w krótkich  spodenkach (szortach), czy z odsłoniętymi ramionami (dotyczy to szczególnie niewiast). Chodzi jedynie o zachowanie umiaru, o świadomość tego, gdzie  i w jakim celu znajdujemy się, jaki strój wypada mieć , a jaki nie przystoi w tym świętym miejscu. Na ten czas, nawet, gdy jest upalnie, nie powinno się przychodzić na Mszę św. i nabożeństwa w stroju, który mógłby odwracać uwagę wiernych od tego, co rozgrywa się na Ołtarzu Pańskim.

  Oczywiście, mam świadomość tego, że wiele osób może obruszyć się na te uwagi, mówiąc, że chcą czuć się w świątyni dobrze, a rodzaj stroju to kwestia indywidualnego wyboru, że narzucanie formy ubioru może  skutecznie zniechęcić młodzież do chodzenia do kościoła, etc., jednakże mam równocześnie pytanie: dlaczego w takim razie kapłan sprawujący Liturgię
Mszy św., odprawiający jakiekolwiek nabożeństwo, przywdziewa ciężkie szaty liturgiczne również  w okresie letnich upałów? Czyż nie jest to dla nas, wiernych przykład  jego osobistej ofiary, poświęcenia  wynikającego   z miłości i szacunku do Boga?

Wypada - nie wypada...

sobota, 04 sierpnia 2012 22:58

Rozmyślania oparte na doświadczeniu - 21 lipca 2012

Cenię sobie przyjaźń. Ona nie potrzebuje wielu słów, dlatego ten wiersz o przyjaźni wszystkiego nie mówi. Powiem krótko:  jedną przyjaźń przewał ubiegłoroczny tragiczny wypadek (pisałem  o tym), druga kończy się, nim się naprawdę zaczęła, bowiem oparta była na pozorach.

Przyjaźń

Poznałem człowieka,
 który wszedł w moje życie
bez butów.
Poznałem człowieka lepiej
biorąc i dając
bez reszty.
Znaczyłem go  w swoim życiu
dużym  „C”,
choć nie na „C” było jego imię.
Dzień, noc 
-  to bez znacznia -
 i tak byliśmy na miejscu
aż do śmierci.
Czasem śni mi się,
że nadal razem
zdobywamy NIEMOŻLIWE
i jestem szczęśliwy.
………………………………………..
Poznałem człowieka,
gdy Tamten jeszcze był,
a ten chciał być.
Poznawałem człowieka lepiej
biorąc i dając
nie licząc reszty.
Chciałem zaznaczyć go w swoim życiu
dużym „C”,
ale imię jego nie udźwignęło ciężaru.

Balon fałszu
jak bańka,
prędzej czy później
pęka z łoskotem.
Pozostał  żal
straconego czasu
na poznawanie człowieka
i zawiedzione „C”
czekające  na swoje miejsce.

20 lipca  2012 r.


Rozmyślania oparte na doświadczeniu

sobota, 21 lipca 2012 0:21

To jest to!!! - 01 lipca 2012

Koncert czerwcowy


    Przez ostatnie dwa tygodnie pomagałem swojemu najstarszemu synowi i jego rodzinie w przenosinach do nowego  domu. Byłem wyłączony z życia towarzyskiego, odłączony od telewizora i internetu. Pozostało mi tylko radio.
   Marzeniem moim było zawsze wyjście z blokowiska i zamieszkanie we własnym domku. Wówczas mógłbym spiewać "Miał raz Tomek własny domek" , a powiedzenie "Wolnoć Tomku w swoim domku" znalazłoby właściwe odniesienie. Mnie  nie udało się, bowiem z pensji nauczycielskiej na niewiele mogłem sobie pozwolic, ale za to udało się rodzinie mojego syna.
   Kiedy młodzi zastanawiali się nad decyzją kupna ładnego domku ( wiadomo, trzeba zaciagnąć kredyt i nastawić się na długie jego spłacanie), wraz z małżonką  dopingowaliśmy ich i udzieliliśmy pomocy finansowej z oszczędności naszego życia. To chyba normalne. Zatem, gdy zakupili wreszcie wybrany dom w sąsiednim miasteczku, cieszylismy sie razem z nimi. Obiecałem pomóc w przygotowaniu go do zamieszkania.
   Dom piętrowy, zadbany, budowany w latach dziewięćdziesiątych, wymagał jedynie przemalowania wewnątrz, według gustu młodej gospodyni, drobnych napraw (armatura łazienkowa), korekty (wyrównywanie krzywizn niektórych ścian i sufitów).  W trakcie realizacji poszczególnych etapów, młodzi dokonywali   stopniowej przeprowadzki z dotychczasowego mieszkania w bloku, które sprzedali i  musieli opróżnić do końca minionego tygodnia. W czwartek, piątek i sobotę nastąpiła ostateczna przeprowadzka .
   W piątkowy wieczór, gdy mogłem już dać odpocząć zmęczonym członkom, usiedliśmy z żoną na huśtawce umieszczonej na tarasie, pod baldachimem zielonych liści winogron, rozmawiając o szczęściu i przyszłości młodej rodziny. Wnuczęta już okupowały swoje oddzielne pokoje na piętrze, a my, sącząc napoje chłodzące, wsłuchiwaliśmy się w śpiew ptaków, rozpoznając znajome głosy i zastanawiając się, jak młodzi urządzą obejście. Oczekiwaliśmy na rozpoczęcie  koncertu, o którym wiedzieliśmy, że ma nastąpić.
    Dokładnie o 21.00 , z pobliskiego stawu na łące za sadem rozległo się pojedyncze : rech-rech-rech-rech- rech... i cisza. Za niespełna pół minuty znowu: rech-rech-rech-rech-rech -rech-rech-rech... - tym razem dłuższe nieco, by po następnej kilkusekundowej przerwie rozległa się nastepna seria , ale już na dwa głosy i znowu dłuższa: rech-rech-rech-rech-rech-rech-rech-rech-rech-rech.... A po nastepnej przerwie rozległ się prawdziwy koncert na wiele głosów. Tym razem  w każej pauzie dało się słyszeć delikatne kumkanie: kum-kum-kum-kum-kum.... i tak  na przemian: rech-rech-rech-rech/kum-kum-kum-kum, aż do północy
   Dla mnie, którego dzieciństwo upływało na wsi, nad stawem, było to echo tamtych lat pięćdziesiątych, powrót do Arkadii, gdzie wszystko było świeże, neskażone, niewinne.





To jest to!!!

niedziela, 01 lipca 2012 11:33

Przerwa - 15 czerwca 2012

Witam! 

Z konieczności wyłączam się z blogowanie . Nie będzie mnie przez tydzień. Przyczyny wyjaśniłem w politycznym blogu. Pozdrawiam i przepraszam .

Przerwa

piątek, 15 czerwca 2012 0:37

Moje miodobranie - 20 maja 2012

Moje "dziewczyny" nie zawiodły.




Z prezydentem PZP i APISLAVII, p. Tadeuszem Sabatem w pasiece u kolegi

     Na ten dzień czekałem całą zimę i wiosnę. Tak czekają wszyscy pszczelarze.  Miodobranie, czyli pierwszy pszczelarski plon i jednocześnie sprawdzian skuteczności wszelkich zabiegów związanych z zabezpieczeniem rodzin pszczelich na zimę i przygotowaniem ich do nowego sezonu, jest zawsze oczekiwane z pewnym niepokojem.
   Pisałem w swoim  wierszu  "Tryptyk majowy" o rzepaku, którego kwiat i zapach dawały mi tyle radości. Czułem wówczas, że będzie dużo miodu. Kiedy niektórym rodzinom dokładałem dodatkowe nadstawki, gdyż pierwsze  (miodnie) zapełnione były już dojrzewającym miodem, wiedziałem , że zbiór będzie obfity, bowiem rzepak jeszcze kwitł , a pszczoły wręcz szalały na nim. Przed każdym wylotkiem było gwarno; jedne przylatywały , obciążone nektarem i pyłkiem, drugie wylatywały z radosnym brzękiem w pola.
    Obawiałem sie jedynie zatrucia, bowiem rolnicy, nie bacząc na instrukcje i przepisy, w samo południe -  a więc, w okresie najwiekszego oblotu pszczół - wyjeżdżali traktorami  z zawieszonymi opryskiwaczami w pola i lali po pszenicy, po rzepaku  środki owado- i grzybobójcze, niepomni , że mogą  zatruć również pszczoły.  Na szczęście , moje "dziewczyny" ocalały, ale miałem sygnały od pszczelarzy o podtruciach całych rodzin pszczelich.
   Kiedy byłem pewny obfitego zbioru, nastapiło załamanie pogody.  "Zimni ogrodnicy" a także "zimna Zośka" - to patroni niezbyt mile oczekiwanych przez pszczelarzy, sadowników i ogrodników dni. Na szczęście, na działce nic mi nie wymarzło, ale w w pasiece  zahamowało pracę pszczół. Rzepak w moim rejonie rędko przekwitł bez lotów pszczół i bez zapylania.  Jedna rodzina znalazła kwiatostany kasztana, których pyłek , przybraku innych  kwiatów, jest dla pszczół trujący i wywołujący biegunkę. Dlatego przy nóżkach ula znalazłem kilkadziesiąt zbitych w kupki, niemrawych pszczół. Jakie to mądre stworzenia: by nie zakłócać swoim cierpieniem pracy sióstr w ulu i nie zanieczyszczać swego środowiska, wyległy na zewnątrz, by tu wyzdrowieć lub umrzeć.
    Zimno i deszcze opóźniły o dwa dni moje miodobranie, a to bardzo poważne opóźnienie, bowiem pszczoły w tym czasie zużywają  część miodu do karmienia larw, a poza tym rzepakowy miód ma tendencję do prędkiego krystalizowania  się jeszcze w plastrach. Taka sytuację miałem dwa lata temu, gdy z tego właśnie powodu nie mogłem odwirować z ramek połowy miodu. Tym razem ok 20% komórek  również zawierało skrystalizowany miód, zatem musiałem uważać , by podczas wirowania  nie wyłamały sie plastry.
   Mimo tych utrudnień i tak udało mi się osiągnąć podczas miodobrania efekt zbliżony do tego rekordowego, jaki miał miejsce w ub. roku.  Jednakze, skoro w kilku rodzinach były dodatkowe nadstawki  (miodnie) , to liczę jeszcze na to, że  będący w nich nakrop  "dojrzeje" i we wtorek uda mi sie jeszcze wybrać  ok. 20 kg miodu. Mam nadzieję, że "dziewczyny" postarają się .









Ponieważ nie mam zdjęć ze swojej pasieki, dlatego prezentuję fragment wzorowej pasieki kolegi, u którego gosciliśmy 28 kwietnia.

Moje miodobranie

niedziela, 20 maja 2012 23:18

Maj - 04 maja 2012

Ten wiersz nawiązuje do zdjęcia z poprzedniego wpisu (inspirowany przez Krystynę-Laurę)

Tryptyk majowy


I.

Rowerem pędzę przed deszczem,
majowy przecinam czas,
słońce nade mną,
obok, przede mną,
w kwitnący rzepak
wpadło, durząc zapachem
miodu, co z brzękiem pszczół woła:
jeszcze! jeszcze!

A krople deszczu padają,
śmigłym jaskółkom uciekłszy, 
od słońca ciężkie i ciepłe
jak dotyk niewiasty
nie-grzeszny,
więc duszy przykładem ręce
wyciągam, radośnie  krzycząc:
jeszcze! jeszcze!

II.

W podwórzu zielonym chata
 strzechą pokryta słomianą,
pod którą wróble-niecnoty
sprzeczkę czynią niemałą.
Ława pod ścianą bieloną
wapnem siwcem barwionym,
zaprasza, by usiąść jak dawniej
w majowe południe niedzielne .

Dawne wspomnienia ożyły
lat młodych, beztroskich,
radosnych majem,
co się rozgościł na dobre
w sadzie pszczół pełnym,
wśród wiśni, grusz i jabłoni,
kwieciem pokrytych za chatą,
skąd zapach jak fala uderza
i znika na chwilę, by wrócić
z powiewem wietrzyku zza węgła.

Tu mleko z świeżego udoju
piłem, błogosławione rykiem
Krasuli, co  na pastwisko gnana,
kuszona soczystą zielenią
trawy zdobionej złocistym mleczem ,
wciąż ślepie zwracała swe smutne
na bramę chruśniaka
szeroko dla gościa  roztwartą.
W głębi stodoła, skąd wkrótce
woń siana świeżego kusząca
wyznaczy małżeńskich planów
początek - zapewnia dostatek
gospodarzowi  i spokój
 na rok dla  całej rodziny.

III.

Przy wiejskiej drodze, w opłotku
gdzie bez swe wonie rozdziela,
bielona kapliczka,
przybrana zielenią bukszpanu,
z niebieską  Maryją pośrodku,
co ręce różańcem owite, zza żonkil
złocistych do ludu swego wyciąga,
w słowa litanii wsłuchana
modlitwą serca wzmocnionej.

Staw się  obudził w pobliżu
radosnym rechotem, kumkaniem,
jakby chciał w naszą włączyć  w modlitwę
 swoje radości i smutki.
Majowy wieczór z księżycem,
z gackiem, goniącym ćmy i chrabąszcze
do snu mnie nucąc otula
cieplutko w majowej kołysce.

Maj.

piątek, 04 maja 2012 2:54

Nowość - 24 kwietnia 2012

To tylko zapowiedź

Muszę przeprosić swoich Przyjaciół za brak wpisów. Zdaję teraz jedną ważną funkcję  społeczną( w sobotę) i muszę przygotowac sprawozdanie z czterech lat, a to wymaga czasu i skupienia. Dlatego u mnie czas zatrzymał się na wielkanocnym wpisie. Po niedzieli jednak będzie coś nowego. Pozdrawiam, Tomasz



Nowość

wtorek, 24 kwietnia 2012 23:50