Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw. Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń życiowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdziesiątką a sześćdziesiątką, czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam. Zajmuję się pszczelarzeniem, malowaniem, teatrem, pisaniem oraz działką. Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

28 grudnia, 2017

Ciężki rok dla dziewczyn


02 maja 2017

   Podały media informację o kradzieży pszczół, a także o całkowitym wyginięciu rodzin pszczelich w wielu regionach Polski. Zmartwiony pszczelarz skarży się przed kamerą, że nie dość, iż mu skradziono pszczoły, to w dodatku, na skutek niekorzystnych warunków pogodowych , pszczoły są osłabione i mogą jeszcze wyginąć. 



Ta fotka z mojej pracy w pasiece w ub. roku, ukazuje pszczoły  młodej rodzinki na ramce. U góry ramki widać komórki z zasklepionym miodem. 

     Pogoda rzeczywiście nas nie rozpieszcza i obawy pszczelarza są uzasadnione, aczkolwiek, już nie takie zawirowania pogodowe mieliśmy w historii pszczelarstwa i jakoś potrafiły nam się nasze rodziny pszczele rozwinąć , rozmnożyć, dając nam słodkie owoce swojego trudu.
    Gorzej jest z kradzieżą. W wiekach średnich złodziej barci  skracany był o głowę. Dzisiaj staje się kradzież rodzin pszczelich coraz częstszym zjawiskiem. Nie czynią tego prawdziwi pszczelarze, tylko tzw. "trzymacze pszczół", którzy tanim kosztem chcą na  nich  zarobić, a wcale nie dbają o ich zdrowie, właściwą kondycję, zabezpieczenie na zimę, etc.
   Tej zimy bardzo dużo rodzin pszczelich padło, na co złożyło się sporo czynników pogodowych, ale też wiele zależnych  od właścicieli pasiek , leczenia pszczół w sezonie i w jesieni, przed  ich zazimowaniem. To są właśnie przyczyny kradzieży. 



    Już przekwitają wiśnie i śliwy, szczęśliwie ocalały od kilkustopniowego nocnego mrozu; kwitną grusze, rozchylają pąki kwiatowe jabłonie, a moje dziewczyny uwijają się jak w ukropie. Ostatnie tygodnie chłodów były dla nich wyzwaniem, bowiem musiały przynieść nektar  i wodę dla swoich najmłodszych siostrzyczek, narażając często swoje życie, gdyż temperatura na zewnątrz wynosiła poniżej 10 stopni. Biedne zamierały na kwiatku albo przy wodopoju. Tu spotkałem się z przykładem solidarności w rodzinie pszczelej.
   Przyszedłem do pasieki. Pszczoły pojedynczo wylatywały, szukając nektaru i wody. Na mokrej  desce przy beczce z wodą oraz na mchu kilka znieruchomiałych robotnic świadczyło, że już nigdy do ula nie wrócą. Zebrałem je do garści zacząłem chuchać patrząc , jak  powoli budziły ze stanu hibernacji do życia - najpierw czułki, potem nóżki, odwłok, aż wreszcie skrzydełka poszły w ruch. Jeszcze słabe, ale już żywe. To cudowne, że udało się je reanimować. Zaniosłem je do najbliższego ula, położyłem na deseczce wylotka . Kilka weszło do środka, ale jedna jeszcze była niemrawa, zdawała się nie dostrzegać zbawczego otworu, z którego biło ciepło pszczelej rodziny. Kiedy schyliłem się po patyczek, by ją pchnąć do środka, nagle wyległa z oczka gromadka pszczół, które swoimi żuwaczkami zaczęły ciągnąć ową nieboraczkę za nóżki, za skrzydełka do środka.
    Byłem zaskoczony i jednocześnie podbudowany, tą sytuacja, bowiem obca pszczoła (np. błądząca albo w wypadku nagłej burzy) musi się specjalnymi znakami "wprosić" do ula, by strażniczki ją wpuściły .W każdym innym wypadku traktowana jest wrogo jako potencjalny rabuś i najczęściej kończy martwa  jako pokarm dla mrówek w trawie pod ulem. W tym wypadku siostry, nie bacząc  na jej przynależność, rasę, potraktowały ją z wielką miłością i solidarnością, chroniąc przed niechybną śmiercią.
   W tym właśnie  momencie pomyślałem sobie o naszym dylemacie narodowym: przyjąć, czy nie przyjąć  "obcych"?

Ciężki rok dla dziewczyn

wtorek, 02 maja 2017 23:04




I znowu wiosna, dziewczyny! - 22 marca 2017

znowu wiosna, dziewczyny!



    Już przebiśniegi, czy też śnieżyczki zakwitły, krokusy barwią różnokolorowo zieleniejącą trawę, pchają się ku słońcu żonkile i tulipany, a nad nimi uwijają się moje dziewczyny. I jest coraz weselej, bo to i kosy , a także inne ptaszęta   nawzajem się nawołują ,by spełnić to, co wiosną w przyrodzie spełnia się zazwyczaj. 
     Od dłuższego czasu spędzałem wolne chwile na działce pod miastem, przygotowując swoją pasiekę do tego, co już stało się faktem. Wiosna wkroczyła  zdecydowanie.
    Pszczoły, które nie przespały ani jednego dnia zimowego, ani jednej nocy, nawet w największe mrozy, już w połowie lutego, gdy temperatura podniosła się  o kilka kresek, zaczęły wylatywać pojedynczo, szukając wody, bowiem królowa-matka zaczęła spełniać swą powinność, dając początek nowemu pokoleniu,które trzeba było nakarmić. Pozostałe pszczoły, podnosząc temperaturę w ulu, starały się ogrzać swoje, rozwijające się w komórkach plastra, młodsze siostrzyczki, bowiem to one właśnie zastąpią je w wygrzewaniu i wychowywaniu kolejnych robotnic, które staną się sprawczyniami pierwszych słodkości płynących z ula.
   Był taki ciepły,  słoneczny dzień lutowy, kiedy moje dziewczyny wyległy ze swoich uli, radośnie obwieszczając swemu pszczelarzowi, że już nadszedł  czas pierwszego, pobieżnego przeglądu i pierwszych pasiecznych czynności. To był masowy oblot, polegający na tym, że pszczoły na zewnątrz,   poza ulem opróżniały przeładowane zimowym pokarmem jelito. Obserwowałem je, z radością wsłuchując się w ich  rojowe brzęczenie, w którym zdawało się słyszeć pochwalną pieśń na cześć Stwórcy i słońca.
  A potem , korzystając z rozluźnienia kłębu pszczelego, wyręczyłem je, czyszcząc dennice, czyli dna uli. Tu dopiero oceniłem, po tak zwanym osypie, jak przezimowały moje dziewczyny. Osyp, to martwe, najstarsze spracowane jesienią   pszczoły i te, które zbyt długo  tworzyły zewnętrzną warstwę pszczelego kłębu i po prostu, zmarły z zimna. To ich ofiara  życia, by pozostałe siostrzyczki mogły przeżyć jeszcze kilka tygodni zimy, a potem przedwiośnie i wychować młode pokolenie, zanim same odejdą do niebiańskich pasiek. 
    Przegląd dał mi obraz kondycji moich rodzin pszczelich. Smutek ogarnął mnie , gdy w jednym osypie znalazłem martwą matkę (tę osieroconą rodzinę trzy tygodnie później przyłączyłem do innej), a jeszcze większy żal poczułem, gdy zastałem w innym ulu ciszę. Były pszczoły w kłębie, między ramkami z pokarmem, ale martwe i ...czarne, z wilgoci. To tak zwane zaperzenie, czyli śmierć pszczół z powodu zbyt wysokiej temperatury powodującej, przy braku wentylacji  zbyt duża wilgotność w ulu i ..uduszenie się pszczół - coś podobnego, jak w naszych mieszkaniach zaczadzenie.           Szukałem przyczyny. Moja wina, to pozostawienie podczas jesiennego przeglądu zbyt małego otworu w powałce ( w przykryciu  gniazda pszczelego) , który pszczoły dodatkowo same zakleiły propolisem, chcąc uniknąć przeciągu. Zakleiły, bo w tej okolicy zawiązały kłąb. Gdybym zrobił odpływ zużytego powietrza po przeciwległej stronie , to by im nie przeszkadzało i cyrkulacja byłaby właściwa. Ale kto to  przewidzi? Druga przyczyna , to dzięcioł, który zaczął wykuwać dziurkę w ściance  ula. Kuł, kuł, pszczoły denerwowały się, zużywając tym samym więcej pokarmu, i zwiększając temperaturę w ulu, co z kolei wpłynęło na jakość powietrza i ... stało się to, co się stało. Dla mnie to nauczka . Szkoda, że kosztem dobrej rodziny. Pozostało mi więc  18 rodzin, które są w dobrej i bardzo dobrej kondycji.
    

I znowu wiosna, dziewczyny!

środa, 22 marca 2017 0:21