Mój bloog to nie tylko własne przeżycia, ale też wspomnienia, przemyślenia dotyczące bieżących spraw. Pragnę, odkrywając przed innymi to, co mnie boli, interesuje, frapuje, zachęcić innych do wymiany poglądów, tudzież doświadczeń w prezentowanych tematach. Mam już bagaż doświadczeń życiowych, a jako świeżo emerytowany nauczyciel między pięćdziesiątką a sześćdziesiątką, czuję sie jeszcze potrzebny. Jestem już dziadkiem, choć na takiego nie wyglądam. Zajmuję się pszczelarzeniem, malowaniem, teatrem, pisaniem oraz działką. Parałem się też pracą samorządową, ale obecnie wyborcy zaproponowali mi czteroletni wypoczynek, dlatego też mam czas dla wszystkich, którym moje towarzystwo będzie miłe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia, 2017

Cicha noc,... - 23 grudnia 2011



http://www.blogroku.pl/kategorie/wiec-spiewac-bede-wam-pochwale-zycia,gwkkm,blog.html

 Przyszedł Bóg jako Człowiek







        Wszystkim moim Drogim Gościom, Przyjaciółkom i Przyjaciołom  życzę, by  ten piękny, świąteczny czas  spedzili w gronie najbliższych, z dala od codziennych trosk, w atmosferze miłości i pokoju.
         Niech Jezus, który w stajence betlejemskiej  jako Boże Dziecię   przyjmował hołdy ubogich pasterzy i bogatych mędrców,
 obdarzy Was pełnią łask, a przede wszystkim zdrowiem i radością ducha   na każdy dzień Nowego Roku.
                                                            Tomasz
  
Boże Narodzenie 2011 r.


Cicha noc,...

piątek, 23 grudnia 2011 23:34

grudniowe rocznice - 10 grudnia 2011

Pamiętamy !




   Grudzień jest dla mnie trudnym miesiącem. Nie chodzi już o przygotowanie do Świąt Bożego Narodzenia. Ostatecznie, po poniesionych trudach, święta te przeżywa się zawsze radośnie, zazwyczaj w gronie całej rodziny. No i zapach   siana na stole, różne odblaski równie pięknie pachnącej choinki, kolędy przy wigilinym stole, pasterka.
   Chodzi o ważne, dramatyczne  rocznice, które w tym miesiącu kumulują się i które przywołują smutne, tragiczne wydarzenia: rocznica wydarzeń na Wybrzeżu  w 1970 roku i rocznica wprowadzenia stanu wojennego  13 grudnia 1981 r. Dla mnie jeszcze dodatkowo dołączyła rocznica śmierci mojego Ojca, również 13 grudnia, dziewięć lat później.
    16 grudnia '81 roku władza ludowa  upomniała sie również o mnie, fundując mi "wczasy zimowo-wiosenne" w Uhercach i Nowym Łupkowie. Dziś, po  30 latach nabrałem do tamtych wydarzeń pewnego dystansu. Czasem odżywają we snach sytuacje jakieś dziwne, rozgrywające się w celi przemyskiego aresztu, gdzie przez dwie noce przebywałem przed wywiezieniem do Uherc. Czasem śnię o walce z ZOMO i ... nie są to przyjemne sny. A jednak, tamten okres odbił się również pozytywnie na moim dalszym życiu. Byłbym nieuczciwy, gdybym nie przyznał się do "odcięcia kuponów" z mojej martyrologicznej przeszłości. I odcinam je dalej - nie w sensie materialnym, lecz bardziej  prestiżowym, choć wielu mam też niechętnych "recenzentów" mojego życia i działalności, uważających mnie za zdrajcę ideałów "Solidarności", gdyż: wystąpiłem ongiś z AWS, wszedłem w koalicje samorządową z PSL, nawet startując do Sejmu z listy tej partii, źle publicznie wyrażam sie o  polityce PiS i  prezesa, a zupełnie skandaliczne było moje  publiczne poparcie kandydatury Bronisława Komorowskiego na przezydenta RP. No i dostaje mi się,  za to że nie wierzę w teorię spiskową na temat katastrofy smoleńskiej.
    Mimo wszystko, "kupony odcinam" nadal. Ostatnio udzielałem kilku uczniom jarosławskich szkół wywiadów na temat stanu wojejnnego i mojego internowania. Władze oświatowe wraz z IPN-em organizują konkursy historyczne w gimnazjach, więc  zwracają się do mnie uczniowie i uczennice. Jeden z uczniów zajął I miejsce w konkursie i to mnie cieszy.
    Wczoraj miałem szczególne spotkanie z młodzieżą ponaddwudziestoletnią, skupioną w duszpasterstwie dominikańskim "BASZTA". Ojcowie Dominikanie  ogłosili poprzez plakaty to spotkanie i trwało ono prawie dwie godziny. Miałem okazję przybliżyć młodym ludziom tamten okres, kreśląc tło społeczne, polityczne i ideowe ówczesnych wydarzeń. Były też bardzo trudne pytania ze strony młodzieży. Potem, jako ukoronowanie tego spotkania  odbyła się  projekcja wstrząsającego filmu "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł ". Polecam ten film  wszystkim. Jestem pod jego wrażeniem. Ukazuje  tragiczne wydarzenia na Wybrzeżu  w grudniu 1970 r. na przykładzie losów rodziny  zabitego stoczniowca, którego nazwisko jako pierwsze znajduje sie na tablicy przy  pomniku poświęconym Ofiarom  Grudnia 1970 r. w Gdyni.

grudniowe rocznice

sobota, 10 grudnia 2011 23:08

Wspólcześni chrześcijanie - 07 listopada 2011


Paralitycy i inni

   Znana jest ewangeliczna scena uzdrowienia  przez Jezusa paralityka  spuszczonego przez przyjaciół na sznurach przez otwór zrobiony w dachu domu. Nie można go było normalnie wnieść przez drzwi, bowiem tłum przeszkadzał w dotarciu do Jezusa.
   Celowo nie podaję tu ani autora tej Ewangelii, ani rozdziału i wersetu. Każdy, sam sobie znajdzie. Dla mnie ważne jest przełożenie tej sytuacji na życie współczesne, bo właśnie my,  współcześni chrześcijanie, mamy żyć według Ewangelii, która stanowi dla nas drogowskaz wskazujący drogę do celu, jakim jest  nasze zbawienie wieczne.
   Jesteśmy chrześcijanami, a właściwe w większości przyznajemy sie do tego. Cóż, na naszym  kontynencie, a szczególnie w Polsce, nic nam  za to nie grozi. Zapominamy, że są kraje, gdzie bycie chrześcijaninem wymaga niezwykłej odwagi, że są współcześni męczennicy, którzy za wyznawanie wiary w Chrystusa oddają swoje życie (ostatnio podpisałem apel kierowany do władz Pakistanu o ułaskawienie skazanej na śmierć młodej chrześcijanki).
     Jesteśmy chrześcijanami, ale postępujemy  często wbrew nauce Chrystusa. Owszem, praktykujemy poprzez chodzenie do kościoła, przyjmowanie sakramentów, modlitwę, która dla wielu z nas jest już tylko wyuczonym "paciorkiem", który należy odklepać rano i wieczorem. I mówimy, że kochamy Pana Jezusa, jednak nie wnikamy głębiej w to, czym była Jego nauka i ofiara.
    Piszę o tym, bo w związku z nakazem milczenia wydanym ks.Bonieckiemu przez jego przełożonych, rozgorzała na forach dyskusja na temat rozumienia  przez tegoż zasłużonego kapłana nauki Chrystusa i postępowania zgodnego z zasadami Ewangelii.
    Wracam jednak do ewangelicznej sytuacji zasygnalizowanej na wstępie.  
   Jest wielu ludzi zagubionych duchowo, poranionych przez życie, niewierzących - takich, którzy  wychowali sie w rodzinie ateistycznej  lub wiarę stracili w różnych okolicznościach, często bardzo dramatycznych. Są i tacy, którzy odrzucili wiarę w Boga, bo im tak wygodnie:  żyć bez zobowiązań, nakazów, zakazów. Bo bycie chrześcijaninem  wcale nie jest łatwe. Są również  i tacy, którzy stali się zdeklarowanymi wrogami Boga  i religii.
   Wielu spośród tych niewierzących poszukuje  systemu wartości, który byłby dla nich oparciem, pomocą w trudnych sytuacjach. Szukają  go też w chrześcijaństwie. Dlatego tak ważne jest, by chrześcijanie pokazali im, że warto tu właśnie te poszukiwania zakończyć, że warto być chrześcijaninem.
    Ale to "pokazywanie drogi" wcale nie musi polegać na usilnym przekonywaniu. To "pokazywanie drogi" polegać ma na dawaniu świadectwa poprzez własne, codzienne  życie Ewangelią. Nie poprzez dewocję, bo ona śmieszy i odstrasza. Nie poprzez faryzeizm, bo on zniechęca. Ma ono polegac na otwarciu się na drugiego człowieka, niezależnie od tego, kim  i jakim on jest. Moje postępowanie  jako chrześcijanina ma być zaproszeniem do spotkania z Chrystusem, do poznania Go.
    Jednak najczęściej  jest tak, że bedąc przekonanymi o swojej wartości z powodu bycia chrześcijaninem, popadamy w samozadowolenie, przestajemy troszczyć się o innych, a nawet patrzymy  z góry na tych, którzy błądzą w poszukiwaniu i cieszymy się, że jesteśmy lepsi (znamy tę sytuacje z Ewangelii). Gorzej, jeśli jeszcze posuwamy się do potępienia osoby błądzącej. To już zupełnie niechrzescijańskie. Potępiać można tylko  złe czyny. Od osądzenia człowieka jest Bóg. On najlepiej wie, jaki jest, i jaki mógłby być człowiek, co powoduje jego takie a nie inne postępowanie. Bogu zależy na każdym, bez wyjątku, człowieku i będzie o niego zabiegał do ostatniej chwili jego życia. Na tym polega istota Bożego Miłosierdzia. Naszym obowiązkiem chrześcijańskim, z którego będziemy kiedyś rozliczeni i który jest niejako wyrazem naszej chrześcijańskiej miłości do bliźniego, jest modlitwa o nawrócenie konkretnego grzesznika, owego "paralityka". Nie możemy blokować mu dostępu do Chrystusa poprzez swoją niechęć, wyraz potępienia, niechrześcijańską postawęw życiu codziennym.


Wspólcześni chrześcijanie

poniedziałek, 07 listopada 2011 0:24

Poznać Boga - 22 października 2011

"Chodź i zobacz"


   
  Takie hasło towarzyszyło naszym parafialnym Misjom Świętym u oo, Dominkanów, głoszonym przez o.Tomasza Zamorskiego OP. Trwały od ub. soboty, a zakończyły  się dzisiaj. Znamienne jest, że  w ub niedzielę zbiegły sie z wizytą ks. kard. Stanisława Dziwisza, który przywiózł dla naszego sanktuarium Matki Bożej Bolesnej relikwie błogosławionego Jana Pawła II. Tu, umieszcone w centrum zabytkowego Ołtarza Relikwi Świętych, otoczone są czcią wiernych, którzy nieustannie modlą się przy nich. Wczoraj, w dniu pierwszego liturgicznego wspomnienia bł. Jana Pawla II, Jego relikwie wystawione były na ołtarzu głównym podczas Mszy świętej, a po Eucharystii wierni mogli je ucałować.



  Kazania misyjne o. Tomasza Zamorskiego uczyły nas na nowo poznawać Boga, doświadczać Jego obecności w naszych rodzinach i w nas  samych. Niezwykle cenne, zmuszające do bardzo głębokiej refleksji nauki powodowały, że bazylika nasza wypełniona była podczas każdej Mszy świetej tak, jak na pasterce .
  Obiecałem sobie każdy dzień misyjny  uwiecznić wpisem  w tym blogu. Niestety,  udało mi się w sposób syntetyczny ukazać tylko naukę wstępną, sprzed tygodnia. Pozostałe  nauki zapadły zbyt głęboko w sercu, by je wydobyć. Jak zasiane ziarna,  mają urzeczywistnić się w praktycznym działaniu, w życiu codziennym, już bliżej Boga.




Chodź i zobacz ( z Misji  parafialnych u oo. Dominikanów)

I . Wstęp

Wyjdź z  „wieży Babel”
- z pomieszania,
z rozpaczy,
z beznadziei.

Ucz się Boga,
poznaj Ojca
na wyciągnięcie ręki
- tak blisko,
  tak blisko,
  obok,
  w tobie.

 Otwórz oczy,
 otwórz myśli,
 otwórz uszy
 otwórz serce,
 a usta niech wielbią
Pana, który jest blisko,
Ojca, który jest z tobą.

Twoi nauczyciele:
Matka
 i Syn
zdjęty z Krzyża
na Jej kolanach,
ogarnięty niemym spojrzeniem
boleści
i Miłości…
również do ciebie.

To cała Ewangelia
-  twoja droga nadziei,
 twoja droga zbawienia,
 twoja droga  poznania
TWARZĄ W TWARZ.
……………………….
Wyjdź z „wieży Babel.”
Chodź i zobacz!
Zapraszam również do:
http://www.petry.bloog.pl


Wszystkie fotografie pochodzą z zasobów oo. Dominikanów w Jarosławiu

Poznać Boga

sobota, 22 października 2011 23:17

Bądźmy zdrowi - 11 września 2011

Witam wszystkich Przyjaciół po dłuższej nieobecności Nareszcie jestem już po weselach, ale w trakcie wykonywania innych, ważnych prac pasiecznych. Dzis zapraszam do lektury tekstu o propolisie.

Propolis – prawdziwy skarb z … ula.






    Propolis to nie greckie miasto, choć nazwa pochodzi z języka greckiego: pro= przed, polis = miasto (przedmurze miasta). Już w starożytnej Grecji gniazdo pszczele określano mianem miasta, a ponieważ pszczoły przed wejściem do tego gniazda ( ówczesnego ula) tworzyły zaporę z kitu, dlatego też kit ten zwano propolisem.
    Już w starożytności znano lecznicze właściwości propolisu, wykorzystywano go również do balsamowania zwłok. Pszczelarze czasem wiosną znajdują na dnie ula  mysz pokrytą warstwa kitu pszczelego (propolisu).Po prostu, pszczoły zdążyły zażądlić intruza, ale nie potrafiły wywlec go na zewnątrz, więc, aby uniknąć skażenia swego środowiska, oblepiły mysz tak szczelnie kitem, że uległa ona mumifikacji.
    Co to jest propolis?  Jest to mieszanina żywic  zebranych przez pszczoły z drzew iglastych, liściastych i krzewów, wzbogacona wydzielinami tych owadów. Świeży propolis ma konsystencję kitu(stąd jego synonimiczna nazwa - kit pszczeli)i jest bardzo lepki. Schłodzony propolis  staje się twardy i łamliwy. Posiada różną barwę – od ciemnozielonej, przez czerwonawą, po ciemnobrązową - w zależności od źródła pochodzenia. Pachnie żywicą , woskiem i olejkami eterycznymi. Posiada ok. 300 aktywnych biologicznie związków, m.in.:
bioflawonoidy – ok.50, podczas gdy niektóre leki zawierają ich zaledwie 1 – 2. Są to antyutleniacze zwalczające wolne rodniki- powód naszych schorzeń i starzenia się. Te bioflawonoidy występujące w roślinach  są przez pszczoły przetwarzane (uwalniane od cukrów), co zwiększa ich aktywność;   kwasy aromatyczne (ok. 30),olejki eteryczne, substancje lipidowe, witaminy z grupy A, B, C, D, 17 aminokwasów, biopierwiastki (magnez, fosfor, cynk, miedź oraz wzmacniający odporność selen),woski.
  Jedną z głównych właściwości propolisu jest jego działanie antybiotyczne (przeciwdrobnoustrojowe). Propolis niszczy bakterie, wirusy w dwóch etapach: I- likwiduje ścianę, osłonę komórki bakterii i uszkadza błonę cytoplazmatyczną; II – uszkadza i niszczy DNA bakterii, uwrażliwiając ją na działanie antybiotyków. Nasuwa się w związku z tym wniosek, że przy równoczesnym stosowaniu propolisu i antybiotyku możemy dawkę tego drugiego obniżyć, ale o tym decydować powinien lekarz Pamiętajmy, że propolis działa zabójczo nie tylko na bakterię, ale też  - jak już wcześniej zaznaczyłem - na każdego wirusa. Zatem, czy na wirusa AIDS również?
   Leki(preparaty) propolisowe stosuje się zewnętrznie i wewnętrznie w zależności od schorzenia. Otrzymuje się je z zagęszczonego ekstraktu etanolowego z propolisem (EEP). Występują w postaci nalewek (ekstrakt, tynktura), aerozolu, ampułek, maści czopków doodbytniczych, gałek dopochwowych, pudru, tabletek, cukierków („propolki”), kapsułek.
  Znakomity jest propolis w leczeniu trudno gojących się ran skórno-mięśniowych, oparzeniowych i innych. Jego działanie lecznicze przejawia się w czterech etapach:
   a - wyjaławia ranę (działanie antybakteryjne),
   b – tworzy w ranie nowe naczynia,
   c – powoduje szybkie namnażanie się komórek,
   d – wygaja ranę, nie pozostawiając blizny, zrostów (to jest charakterystyczna zaleta propolisu i  - jak się okaże w następnych rozważaniach – również miodu).
  Tynktura propolisowa ma jeszcze jedną właściwość przy leczeniu ran - mianowicie, wysychając, tworzy na powierzchni rany coś w rodzaju delikatnej błonki ochronnej i nie dopuszcza bakterii z otoczenia. Poza tym, propolis powoduje odnowę nie tylko tkanki miękkiej, lecz także łącznej, chrzęstnej, kostnej i zębowej.
   Przy leczeniu wewnętrznym działanie propolisu polega m.in. na stymulowaniu i odbudowie odporności człowieka na choroby. Ważną rolę odgrywają tu następujące właściwości propolisu:
 -aktywność antyoksydacyjna (dzięki flawonoidom), polegająca na niszczeniu wolnych rodników;
 - działanie przeciwzapalne;
 - zdolność docierania układem naczyniowym do stawów, do płynu stawowego, gdzie stabilizuje zmiany i hamuje zniszczenie chrząstki stawowej;
 - w chorobie wrzodowej żołądka - niszczenie bakterii Helicobacter pylori i regeneracja nabłonka;
 - w chorobach serca raz chorobach naczyniowych – wywoływanie większej dynamiki skurczu serca i zapobieganie uszkodzeniu mięśnia sercowego;
 - zapobieganie zlepianiu się płytek krwi i niszczenie złego cholesterolu(działanie przeciwzawałowe);
 - zapobieganie pękaniu naczyń krwionośnych (żył) poprzez poprawę ich elastyczności;
 - likwidowaniu żylaków , w tym żylaków odbytnicy.
  Propolis stosowany jest również w leczeniu onkologicznym. Działa on cytostatycznie – hamuje namnażanie się komórek nowotworowych, bowiem w swoim działaniu  eliminuje komórki stare, zdegenerowane (trwają jeszcze badania kliniczne).
  Wśród wielu właściwości leczniczych propolisu warto jeszcze zwrócić uwagę na jego skuteczność w leczeniu schorzeń neuropsychicznych na tle bakteryjnym, wirusowym oraz schorzeń wątroby. W tym ostatnim przypadku propolis chroni błony komórek wątrobowych i bierze udział w eliminacji triglicerydów.
  Propolis - ten znakomity i nie doceniony lek wytworzony przez pszczoły można  nabyć u pszczelarzy. Ważne jednak jest, by kupowany propolis nie posiadał zanieczyszczeń (wosku, trzasek, części martwych pszczół). Niektórzy pszczelarze specjalnie poławiają czysty propolis.   Można też go kupić  w sklepach pszczelarskich, zaś produkty  stworzone na bazie propolisu można nabyć bez recepty  w aptekach.    

Bądźmy zdrowi

niedziela, 11 września 2011 21:57


Pierzga - niedoceniony lek na różne choroby - 18 sierpnia 2011



Pierzga – niedoceniony lek na różne choroby

  W poprzednim artykule pisałem o pyłku pszczelim i jego właściwościach leczniczych.. Wspomniałem również o innej jego formie, jaką jest pierzga. Często ludzie pytają mnie, co to jest pierzga i jaka jest różnica między nią a pyłkiem. Dlatego właśnie o niej dziś piszę.
    Pierzga jest to pyłek kwiatowy przyniesiony do ula, złożony i „ubity” przez nielotne pszczoły w komórkach plastrów. W trakcie tego składania  jest  on rozdrabniany, zwilżany śliną pszczoły ( następuje tu wzbogacanie enzymami wytwarzanymi tylko przez te owady) i miodem. W tak zgromadzonym pyłku  w warunkach ulowych przebiega proces fermentacji mlekowej. Konserwuje go kwas mlekowy, a dodatkowo pszczoły na zimę zalewają komórki z pierzgą miodem, dzięki czemu nie ulega ona zepsuciu. Jak mówi prof. Ryszard Czarnecki, tego,  co robią pszczoły, nie może wyprodukować żadne najnowocześniejsze  laboratorium, żaden syntetyk.
   Pierzga różni się nieznacznie składem chemicznym od pyłku kwiatowego. Co to znaczy? Pierzga jest bogatsza od pyłku o dodane przez pszczoły enzymy trawienne, miód, inhibiny, kwasy organiczne, witaminy B, E i K. Zatem, wartość pierzgi dla celów spożywczych, leczniczych oraz profilaktycznych jest wyższa niż samego pyłku kwiatowego.
    Jako lek pierzga oddziałuje na te wszystkie schorzenia co pyłek kwiatowy, tylko, ze względu na jej dodatkowy skład i właściwości, można ją stosować w mniejszych dawkach i jest ona bardziej skuteczna (proces leczenia skraca się).
    Pierzga, tak jak i pyłek,  poprawia nasz metabolizm, działa ogólnie wzmacniająco i  tonizująco. Normalizuje procesy zachodzące w korze mózgowej, doprowadzając do równowagi psychicznej  naszego organizmu, przez co mamy lepsze samopoczucie i sen, sprawność fizyczna i umysłową zdolność do pracy. Usprawnia  wydzielanie  gruczołów przewodu pokarmowego, m.in. zwiększa wydzielanie żółci przez woreczek żółciowy oraz enzymów trawiennych przez trzustkę, w efekcie poprawiając  czynności związane z trawieniem i poprawiając apetyt. Odbudowuje florę jelitowa  po stosowaniu antybiotyków, usprawniając pracę jelit.
    Ważne jest działanie przeciwmiażdżycowe, kardiotoniczne i spazmolityczne  pierzgi oraz  pyłku w  układzie sercowo-naczyniowym ze względu na zawartość związków lipidowych. Związki flawonoidowe i witaminy zawarte w tych dwóch produktach pszczelich powodują wzmocnienie ściany włosowatych naczyń krwionośnych, czyniąc je bardziej elastycznymi i mniej przepuszczalnymi, a przez to likwidując obrzęki nóg. Poza tym, pierzga, podobnie jak pyłek, zabija drobnoustroje, działa przeciwzapalnie, powoduje odnowę komórek i tkanek organizmu ludzkiego, np. powoduje zwiększenie wytwarzania czerwonych krwinek w szpiku kostnym, uzupełnia braki żelaza w organizmie.
    Pierzga znakomita jest w leczeniu przerostu i stanów zapalnych gruczołu krokowego (prostaty), bez nawrotów choroby. Stwierdzono również antynowotworowe działanie pierzgi i pyłku, bowiem produkty te wzmacniają system odpornościowy organizmu. Oczywiście,  jest to działanie profilaktyczne, zapobiegawcze, bowiem, przy istniejącym już nowotworze prostaty, spożywanie pierzgi jest niewskazane. Za to pierzga  stosowana jest jako ochrona przed promieniowaniem jonizującym, w tym rentgenowskim. Przy leczeniu nowotworu piersi u kobiet  pierzga i pyłek  stanowią doskonałe wsparcie dla leczenia konwencjonalnego.
   Oczywiście, we wszystkich tu omawianych przypadkach, leczenie (nie stosowanie profilaktyczne) z zastosowaniem pierzgi musi być skonsultowane z lekarzem leczącym daną chorobę. Z kuracji pierzgą i pyłkiem muszą też zrezygnować osoby posiadające uczulenie na te produkty.
   Pierzga jest  skarbem natury. Stosujmy ją przede wszystkim profilaktycznie, a wtedy choroby  na pewno będą nas omijać.

Pierzga - niedoceniony lek na różne choroby

czwartek, 18 sierpnia 2011 0:29

Gloria victis - 02 sierpnia 2011





Co rok o tej porze

Co rok o tej porze
widzę Was,
jakby to dzisiaj było:
w sierpniowym słońcu
przemykających postaci cienie
pod murem kamienic,
na barykady pośpiesznie
stawianej stos.
Skupione w napięciu myśli,
co lecą dalej,
gdzie  czai się  wróg,
rysują czoła młodzieńcze
bruzdą,
a ona
 troskę zawiera
 i ...”głupią miłość”
 – jak mówił jeden z Was -
do „wielkich spraw”.

-Hej! Chłopcy, dziewczęta!
Bagnet na broń! – jak brzmi ta piosenka
 wśród dymu pożarów
i trzasku  wystrzałów,
i huku bomb…
I często świst
z piersi otwartej
łączy modlitwę i jęk,
a serce
wyskoczyć już chce,
by  jeszcze
pożegnać się z matką,
co łzy już wylane
zebrała w stągwie żałobne,
stawiane
jak znaki ofiarne  
dla przyszłych pokoleń.

Spod czapki zbyt wielkiej
czy hełmu -
dziecięcy, skupiony wzrok;
wpatruje się w przestrzeń zamkniętą
przez ogień, ruiny i krew ,
by skoczyć …i  zdążyć…
z rozkazem
lub listem miłosnym
pisanym w pośpiechu
na gruzach,
co dymią i drżą,
nim noc go ogarnie
i kirem odgrodzi od zła.
-----------------------------   
Mnie wówczas nie było,
lecz znałem - syn późny –
opowieść
o chłopcach, dziewczętach
i małych żołnierzach,
zbyt wcześnie
do śmierci dojrzałych.

Was dzisiaj wspominam
z wdzięcznością za tamtą
 sierpniową ofiarę,
niepomny na głosy,  co zawsze
przeczyć próbują daremno,
Miłości stawiając rachunek.
Ja wiem,
co to Miłość bez granic,
gdy serce się kłóci z rozumem,
gdy trzeba  na śmierć
iść po kolei
j a k  k a m i e n i e  
p r z e z  B o g a  r z u c a n e
n a  s z a n i e c.

          1-2 sierpnia 2011 r.


Zdjęcia pochodzą  z zasobów WP

Zapraszam również na polityczny blog "petry.bloog.pl

Gloria victis

wtorek, 02 sierpnia 2011 14:56

Boża, pszczela apteka - 22 lipca 2011


/Zdjęcie pochodzi z zasobów WP/

Pyłek pszczeli -  cudowny dar Natury

   Zdrowie człowieka na ogół zależy od czynników zewnętrznych, ale w dużej mierze również od niego samego. Możemy wspomagać je, opóźniać naturalny proces starzenia się, wreszcie – uzupełniać nasz organizm w sposób naturalny  o te składniki, które w wyniku starzenia się  lub różnych  chorób  w nim  zanikają. Wreszcie - możemy leczyć się wówczas, gdy inne środki farmakologiczne już niewiele działają. Czym? Oczywiście, produktami , które wytwarza nam nasza pszczoła miodna (Apis melifera).

    Podczas ostatniej XX Biesiady Pszczelarskiej u Sądeckiego Bartnika w Stróżach, fascynujący wykład  na temat leczniczych właściwości pyłku pszczelego przeprowadził prof. dr hab. Ryszard Czarnecki, emerytowany profesor  Collegium Medium UJ (farmakolog) i ekspert ds. apiterapii. Nasza dotychczasowa wiedza oparta  na takich publikacjach jak: Pszczela Apteczka  dra Edwarda Kałużnego , Produkty pszczół w terapii prof. hab. dra Bogdana Kędzi i mgr Elżbiety Hołderni-Kędzi oraz na artykułach publikowanych w czasopismach pszczelarskich, została wzbogacona o dane, będące efektem najnowszych badań prowadzonych w placówkach naukowych w Polsce i za granicą.
     Czym jest pyłek pszczeli i jak się go pozyskuje? Jest to substancja roślinna a właściwie komórka zarodnikowa, którą pszczoły przynoszą do ula po oblocie kwiatów. Każdy kwiat posiada pręciki zakończone pylnikami. Pszczoły zbierające nektar, mimo woli przyjmują pyłek na swoje, pokryte włoskami ciało, przenosząc go na słupek kwiatu i w ten sposób dokonując zapylenia. Podczas lotu  na inny kwiat taka pszczoła jednocześnie zgarnia nóżkami pyłek ze swojego ciała ku tylnym odnóżom, zaopatrzonym  w specjalne „koszyczki” i  lepi z niego coś w rodzaju kulek, zwanych obnóżami. Z tym bagażem zewnętrznym majestatycznie wkracza do ula. Nektar i obnóża pobierają od niej inne robotnice i umieszczają w komórkach plastra.
    Specjalizujący się w pozyskiwaniu pyłku pszczelarze ustawiają w ulu specjalne poławiacze i przeciskająca się przez węższe otwory pszczoła gubi część swoich obnóży, które po wysuszeniu nadają się do sprzedaży  i zastosowania w  apiterapii. Przy tym, proszę zapamiętać bardzo ważny szczegół. Każda drobina (komórka ) pyłku posiada nierozpuszczalną w żadnym kwasie ani temperaturze twardą otoczkę celulozową i dlatego, bez jej rozbicia, drogocenne substancje w niej zawarte nie zostaną uwolnione , by zasilić nasz organizm. Zatem, należy owe  kuleczki pyłku pszczelego
zemleć. Ponieważ są one wysuszone, najlepiej lekko je (określoną porcję) nawilżyć i rozetrzeć.
    Pozyskuje się jeszcze  z ula pyłek  pszczeli  w formie pierzgi. To ten sam pyłek,  tylko wtłoczony  przez pszczoły w komórki plastra, zalany miodem i poddany lekkiej fermentacji. Jest on wzbogacony o dodatkowe enzymy i posiada więcej właściwości leczniczych niż ten w formie  suchych  obnóży.
    Dlaczego pyłek pszczeli jest tak drogocennym produktem?
   Wiadomo, że człowiek starzeje się, że każdego niemal dnia zanikają jego komórki, zatem jego organizm złożony z różnych pierwiastków przestaje należycie funkcjonować, zachwianiu ulega równowaga tych pierwiastków. Obniża się przez to  jego zdolność do przeciwstawiania się szkodliwym czynnikom zewnętrznym jak wirusy, bakterie, etc. Z biegiem lat system immunologiczny człowieka ulega osłabieniu. Pojawiają się zatem różne jednostki chorobowe skracające jego życie. Niektóre z nich człowiek sam wywołuje poprzez prowadzony tryb życia, niewłaściwą dietę. I co wtedy?... Najczęściej  ratuje się środkami farmakologicznymi opartymi na chemii, które wprawdzie pomagają przez jakiś czas, ale też uzależniają , a w późniejszym wieku nawet szkodzą, gdyż mają uboczne działanie, a przy tym  często są bardzo kosztowne.
    Nie chodzi mi absolutnie o zastąpienie leków przypisanych przez lekarza  produktem pszczelim ( w tym wypadku pyłkiem), ale o wsparcie leczenia farmakologicznego  czymś, co jest w Naturze od początku w zasięgu ręki i co w 100 procentach pokrywa się z tym, co  każdy niemal człowiek zawiera w sobie (z  tego dobrodziejstwa Natury nie mogą  korzystać w pełni tylko te osoby, które maja uczulenie na pyłek  i inne produkty pszczele).
      Na podstawie przeprowadzonych badań (powtarzam za prof. Ryszardem Czarneckim) wykryto w pyłku pszczelim 470 składników identycznych z tymi, jakie znajdują się w organizmie człowieka. Zatem, występuje w pyłku pszczelim  38 aminokwasów , bardzo dużo mikroelementów (Fe, Cu, Zn, Co, Mo, Se, Cr, Ni, Mg) oraz makroelementów( P, S, Cl, K, Ca, Na), wszystkie występujące w przyrodzie witaminy, enzymy, białka, węglowodany, tłuszcze, neurohormony. Składniki spożytego  pyłku doprowadzają do równowagi  składników komórki człowieka, działają też homeopatycznie.
    Pyłek pszczeli, zastosowany z uwzględnieniem podanej wcześniej uwagi  (rozbicie otoczki celulozowej),  jest przyswajany przez organizm w 80-95%, a jego przyswajanie rozpoczyna się już w górnej części przewodu pokarmowego. Substancje w nim zawarte przenikają do wszystkich komórek organizmu, również do komórek nerwowych, niszcząc stare, uszkodzone, chore. Jedną z istotnych właściwości  pyłku pszczelego jest to, że pobudza on organizm do rekonstrukcji, odbudowy wszystkich komórek całego układu odpornościowego. Dlatego też zaleca się stosowanie pyłku pszczelego przy rekonwalescencji po przebytych chorobach, a szczególnie po stosowaniu antybiotyków, które pustoszą naturalną florę bakteryjną przewodu pokarmowego.
    Pyłek pszczeli jest znakomitym pokarmem odżywczym, zupełnie nietoksycznym, wspomagającym nasz organizm. Jednocześnie zapobiega powstawaniu wielu schorzeń (również nowotworowych), ma właściwości odtruwające (oczyszczanie organizmu), działanie antybakteryjne (bakteriostatyczne oraz bakteriobójcze), wzmacnia pracę mięśnia sercowego, zapobiega miażdżycy i zatorom (obniża poziom lipidów we krwi), rozjaśnia umysł w wieku starczym i w okresie wytężonej pracy intelektualnej, wpływa na poprawę wzroku, wreszcie, wpływa na poprawę motoryki w okresie wzmożonego wysiłku fizycznego. Likwiduje też zakwasy, a u osób z problemem krążeniowym likwiduje opuchlizny nóg. Skutecznie pomaga przy zwalczaniu żylaków, w tym żylaków odbytniczych, reguluje pracę jelit, likwidując zaparcia. Mężczyźni posiadający problem z przerostem gruczołu krokowego (prostaty), powinni systematycznie korzystać z pyłku .
       Nie sposób wymienić wszystkie dobrodziejstwa wynikające ze spożywania pyłku pszczelego ( pomocny jest on również w leczeniu chorób nerwowych, jak np. depresji).
Należy go spożywać bez obaw o skutki uboczne zapobiegawczo (profilaktycznie) oraz wspomagając leczenie farmakologiczne. Ważne jest jednak, by uzbroić się w cierpliwość, bowiem nie od razu widoczne będą oczekiwane skutki jego spożywania. Co najmniej miesiąc  systematycznej kuracji da już wyraźne efekty. Jak podaje prof. Czarnecki, dzieci powinny zażywać 1-3 łyżeczki  pyłku dziennie , natomiast dorośli 10-30g (1-2 łyżki stołowe ) dziennie. Więcej informacji o recepturach  z zastosowaniem pyłku pszczelego przy różnych schorzeniach uzyskać można w wspomnianej na  początku publikacji Edwarda Kałużnego.


Boża, pszczela apteka

piątek, 22 lipca 2011 23:52

Stróże i Bożenka - 08 lipca 2011

Spotkanie w Stróżach

 Miałem  ten tekst napisać w ub. niedzielę, zaraz po powrocie z XX Biesiady u Bartnika Sądeckiego (1-3 lipca), ale wiecie, jaka była pogoda. Musiałem wykonywać inne czynności, a poza tym, w deszczowe, chmurne dni nie mam polotu do pisania. Tak więc, nie napisałem nic ani w blogu, ani do serwisu "Wiadomości24". A gdy zaczęło się przejaśniać,  musiałem nadrabiać inne zaległości, stąd ten tekst dopiero dzisiaj.
   Już trzeci raz na tym podkarpackim , ale też i ogólnopolskim , czy nawet światowym święcie miodu spotkałem się z Bożenką - Promyczkiem i jej mężem. W poprzednich spotkaniach uczestniczyli jeszcze dwaj najmłodsi "muszkietrowie" (tak nazwałem  po pierwszym spotkaniu wszystkich trzech chłopaków Bożenki, z tym najważniejszym) , ale ich wiek dorastania oraz niezbyt sprzyjająca pogoda sprawiły, że byli zajęci czymś, co bardziej odpowiadało zainteresowaniom  nastolatków "pod wąsem".
    Oczywiście były bardzo ciekawe konferencje poświęcone różnym tematom interesującym pszczelarzy i konsumentów miodu. Ze względu na  iście jesienną aurę, odbywały się w olbrzymim namiocie.



    Dla mnie ważne było spotkanie z Bożenka i jej mężem. Razem spędziliśmy mile czas mimo zimna i przelotnego deszczu, odwiedzając  znane nam  z poprzednich lat miejsca, a przede wszystkiom Skansen Pszczelarski im. Bogdana Szymusika i Muzeum Pszczelarstwa.Wstąpiliśmy też do pszczelarskiej restauracji na kawę i deser.  Nie zapomnieliśmy też o tradycyjnej kiełbasie z rożna , przy której nawet zimne piwo smakowało.
     Uzbrojony w wiedzę  po jednej z konferencji, usilnie przekonywałem Bożenkę do codziennego spożywania pyłku pszczelego. Napisała mi potem, że na drugi dzień, będąc jeszcze raz w Stróżach, kupiła pyłek i zaczęła zażywanie (polecam wszystkim zainteresowanym). Wszystko uwieczniał swoim aparatem mąż Bożenki, który jest jest nie tylko doskonałym informatykiem, ale również potrafi znaleźć interesujące obiekty do fotografowania. Zresztą, zobaczcie sami.







Po piwku namawiam Bożenkę do spożywania pyłku pszczelego, no i rozmawiamy też o Was.

 .



To ule figuralne w skansenie



To stare ule słomiane, tzw  koszki oraz miodarki , czyli sprzęt do wirowania miodu.



Tu  można było sobie  posiedzieć przy piwku i grilowanej kiełbasce.




Jedno z wielu stoisk pszczelarskich. 



Mąż Bożenki znalazł pewne osobliwe miejsca: Kuratorium,



groźnie kojarzącą się Prokuraturę



no i w jednej osobie Pana  kuratoratora i prokuratora
I choć było zimno , choć trochę popadało deszczem, to jednak nastrój dopisywał, a to za sprawą naszego Promyczka , czyli Bożenki

Stróże i Bożenka

piątek, 08 lipca 2011 23:53

Czas strachu, łez i nadziei (cz II) XXII - 27 czerwca 2011

XXII      

A ŻYCIE SIĘ TOCZY… (2)
 

      Wraz  z  zaprzyjaźnionym dominikaninem o. Bogumiłem, który w okresie mojego internowania wspierał nas duchowo i materialnie i który teraz  był częstym gościem w moim domu, doszliśmy do wniosku, że  w moim przypadku zbyt mocne zaangażowanie w działalność podziemną nie wchodzi w rachubę. Po pierwsze, jestem pod stałym „nadzorem” SB, każdy mój krok jest śledzony, więc łatwo mógłbym narazić innych na dekonspirację. Po drugie,  mam rodzinę i jej muszę zapewnić bezpieczeństwo, a ponadto, przyrzekłem żonie, że nie będę narażał siebie i bliskich, zwłaszcza dzieci,  na ponowne, przymusowe rozstanie. A po trzecie – jest tyle innych sposobów, by  podkopywać niesprawiedliwy, wrogi system.
      Jak już wcześniej wykazałem,  nie dało się całkowicie  wyłączyć z działalności konspiracyjnej. Udział w przygotowaniach rocznicowych i patriotycznych obchodów,  kolportaż  prasy i publikacji książkowych z tzw. drugiego obiegu, spotkania niby-towarzyskie, rozmowy – te „dzienne” i „nocne” absorbowały uwagę esbecji. W niektóre działania włączyła się również  moja małżonka,  zatem wobec niej miałem sumienie czyste.
    Jednak w większości nasza  działalność koncentrowała się przy kościele parafialnym i nie tylko. Okazało się,  że dla laikatu jest tu  szerokie pole do działania – pole  działalności służebnej wobec wspólnoty parafialnej. Ostatecznie, to my, ludzie świeccy, ten Kościół stanowimy. Zatem, jeżeli mamy przemieniać świadomość społeczeństwa, to w oparciu o wartości pewne, głoszone przez Kościół, oparte na zasadach ewangelicznych.
    Tak więc,  rozpoczęliśmy z inicjatywy o. Bogumiła, razem z nim i przy współudziale jeszcze kilku znajomych mu osób realizować pewne zamierzenia. Rozpoczęliśmy w parafii, przy błogosławieństwie ówczesnego przeora, gorącego patrioty i znakomitego kaznodziei, o. Bogusława Golaka, cykl spotkań  zatytułowany „A, B, C  CHRZEŚCIJAŃSTWA”.  Odbywały się one  co drugi miesiąc w niedzielę, w kościele, najczęściej po wieczornej Mszy świętej. Moim zadaniem było przygotowanie plakatu na tydzień przed spotkaniem (ręczna, żmudna  praca wykonywana plakatówkami lub kredkami w czasach, gdy o komputerze nikt jeszcze nie myślał).
     Zaproszeni przez o. Bogumiła prelegenci reprezentowali  z reguły krakowskie środowisko intelektualne związane z Tygodnikiem Powszechnym. Mieliśmy więc okazję wysłuchać m.in. redaktorów: Józefy Hennelowej i Marka Skwarnickiego, Jacka Woźniakowskiego, Stefana Wilkanowicza; przybyli również Jan Maria Jackowski, czy wspomniany już wcześniej ks. Stanisław Skorodecki.  Był umówiony również Tadeusz Mazowiecki, ale akuratnie to spotkanie nie doszło do skutku, ponieważ był on mocno pilnowany przez SB, a potem zaangażowany w prace przy reaktywowaniu „Solidarności”.
    Niektórym prelegentom udzielaliśmy gościny  i noclegu w naszym mieszkaniu, była więc okazja dowiedzieć się czegoś więcej z „szerokiego świata”, a nasze rozmowy przeciągały się nieraz do późnych godzin nocnych.
Gościły więc u nas: red. Józefa Hennelowa, aktorka Halina Mikołajska, dr  Helena Gulanowska onkolog i ginekolog, obrończyni dzieci nienarodzonych.
      Spotkania w ramach wspomnianego cyklu były czymś nowym w dominikańskiej parafii. Wierni nie byli przyzwyczajeni do tego, by od ołtarza  głosił do nich jakiekolwiek słowo człowiek świecki, dlatego od początku świątynia była pełna , a  na następne spotkania zaczęli przychodzić ludzie z innych parafii. Oczywiście, na pewno uczestniczyli też „smutni panowie”. Pamiętam sytuację, gdy podczas występu Haliny Mikołajskiej (prezentowała poezję maryjną) dosłownie wbiegł zdyszany do kościoła  funkcjonariusz SB . Uśmiechnął się głupio do mnie i usiadł w ostatniej ławce. Nie wiem, czy nagrywał, ale nie mieliśmy nic do ukrycia. Halina Mikołajska zapowiedziana była na plakacie. Kiedy do późnej nocy opowiadała nam o swoich perypetiach ze Służbą Bezpieczeństwa podczas swej działalności w KOR (rozkręcanie samochodu, przetrzymywanie na komendzie i inne szykany), to dziwiłem się, że udało jej się dotrzeć do Jarosławia.
    Pani dr Helena Gulanowska  z Lublina, jako lekarz - ginekolog odmówiła dokonywania aborcji, za co została przeniesiona karnie do przychodni. W ten sposób postawiona została niejako „na pierwszej linii frontu”, bowiem w przychodni zaczynała się zazwyczaj droga na fotel aborcyjny. Udało się jej odwieść wiele pacjentek od tego zamiaru. Angażowała znajomych, rodzinę do pomocy dziewczynom, kobietom znajdującym się w trudnej sytuacji, otaczała je troskliwą opieką, byle tylko ocalić dziecko. To właśnie dzięki niej udało się nam,  na zakończenie cyklu jej wykładów, sprowadzić z Lublina „Wystawę w obronie życia poczętego”.  Ustawiona została w nawie bocznej bazyliki i nikt nie protestował z powodu „ zbyt drastycznych”, kolorowych zdjęć. Ludzie w milczeniu oglądali ( zapewne pierwszy raz w życiu)  i przeżywali – każdy na swój sposób.
    Nie zawsze te spotkania odbywały się z udziałem przyjezdnych prelegentów. O. Bogumił zaproponował kilka konferencji poświęconych społecznej nauce Kościoła w ujęciu papieża Jana Pawła II. I tu właśnie przypadła mi rola  „miejscowego prelegenta”. Gdy  wzbraniałem się od tego zadania, tłumacząc się autentyczną tremą,  o. Bogumił powiedział tylko:
- Panie Tomaszu, jest pan przecież nauczycielem, w dodatku polonistą, więc na pewno pan sobie poradzi.
   W obliczu takiej argumentacji musiałem zmierzyć się z tym niezwykłym dla mnie zadaniem. Pomocne mi były teksty przemówień i encyklik papieskich i z wsparciem Ducha Świętego jakoś przez ten „chrzest” przebrnąłem. (cdn.)


Czas strachu, łez i nadziei (cz II)

poniedziałek, 27 czerwca 2011 1:17


Czas strachu, łez i nadziei (cz II) XXI - 18 czerwca 2011

Dziś wracam do wspomnień  z okresu stanu wojennego. Powoli zbliża się wolność, a więc opowieść skończy sie na okresie transformacji.

XXI .

A ŻYCIE SIĘ TOCZY…
POD SPECJANYM NADZOREM (1)

     Zdążyliśmy przyzwyczaić się do sytuacji stanu wojennego. Powoli też życie zaczęło powracać do normy. Bo normą stało się wyczekiwanie w kolejkach za byle towarem, załatwianie i zdobywanie zamiast normalnego kupowania, kartki na wszystko, co miało stać i leżeć na półkach , a czego nie było, z wyjątkiem octu.
      Zdarzało się, że od godziny 4 rano stawało się przed sklepem mięsnym (przykre było stawanie zimą, w mrozie), z radością witając personel  sklepowy, który zjawiał się ok. godz. 6. Potem oczekiwano jeszcze godzinę  na dostawę towaru. Pomijam  spory kolejkowe, bo zawsze byli tacy, co próbowali ominąć ustalone zasady.  Dla czekających szuranie po posadzce  pojemników z wędlinami dawało nadzieję na zdobycie w tym dniu przynajmniej jednego pęta  pachnącej kiełbasy. Zdarzało się często, że ostatnie pęto ktoś kupił przede mną, a ja stałem przecież  tylko za kiełbasą. Utarło się powiedzenie dotyczące podobnie zawiedzionych : „No, to każdy może dostać tylko po ryju”, bowiem , oprócz  przysłowiowych ochłapów, w pojemnikach pozostały  tylko świńskie ryje.
     Niepowodzenia w sklepie mięsnym rekompensowaliśmy innymi „zdobyczami’.  Oto rzucili do sklepu papier toaletowy – ten, dzisiaj najlichszy, szary, bo żadnego innego wówczas nie było. Nieważne, że człowiek szedł w garniturze, „pod krawatem”. Jeżeli nadarzyła się okazja, to kupował cały wianuszek rolek przewiązanych papierowym  sznurkiem, przewieszał przez ramię jak radziecki rewolucjonista pas z nabojami  i maszerował z dumą zwycięzcy przez miasto. I tylko wściekłość ogarniała go w domu przed telewizorem, gdy słyszał ironiczne słowa  Jerzego Urbana, ówczesnego rzecznika władzy : „Rząd sam się wyżywi”.
       W styczniu  każdego roku  b. internowani zwoływali się na spotkanie opłatkowe. Przybywaliśmy zazwyczaj wszyscy z rodzinami do wyznaczonej parafii. Wiadomo, że odbywało się to z zachowaniem  wszelkich zasad konspiracji. Aby funkcjonariusz SB  kontrolujący rozmowy telefoniczne miał trudny orzech do zgryzienia, posługiwaliśmy się szyfrem. Niemniej jednak, mieliśmy „obstawę” prawie za każdym razem w drodze powrotnej, ale na teren świątyni i pomieszczeń parafialnych  nikt niepowołany nie wchodził.     
    Oczywiście, w spotkaniach tych uczestniczyły również nasze małżonki, które przecież szczególnie dotkliwie znosiły czas rozłąki. Na ich barkach spoczywał obowiązek utrzymania domu, wychowania dzieci podczas naszej nieobecności. Były prawdziwymi bohaterkami. Teraz wspólnie wspominaliśmy ten okres, mając do niego pewien dystans. Każdy dzielił się swoimi przemyśleniami. Ci, co wcześniej zostali zwolnieni z obozu, mogli wzbogacić  swoją wiedzę. Najbardziej jednak chłonni wiedzy o obozowym życiu byli towarzyszący nam kapłani.
     Szczególnie wzruszające było spotkanie opłatkowe w ówczesnej katedrze lubaczowskiej uświetnione  występem chóru kleryków i specjalnie przygotowanym poetyckim programem, w którym wystąpili dwaj księża: proboszcz, mający zamiłowania aktorskie i wikary Franciszek Nieckarz,  mój były wychowanek z  internatu, późniejszy rektor seminarium  duchownego. Gościł nas ówczesny ordynariusz diecezji lwowsko-lubaczowskiej, ks. bp. Marian Jaworski, obecny kardynał, metropolita lwowski. Uczestniczył również ks. Stanisław Skorodecki, współwięzień ks. prymasa, kardynała  Stefana Wyszyńskiego. (cdn)


Czas strachu, łez i nadziei (cz II)

sobota, 18 czerwca 2011 22:57