III.
W CELI
Z trudem szedłem, trzymając jedną ręką opadające spodnie bez paska, w trzewikach bez sznurowadeł, mając zarzucony na plecy długi, zimowy płaszcz. Zeszliśmy do poziomu obskurnych piwnic. Zionęło stęchlizną i smrodem dworcowych ubikacji. A więc, zaczyna się areszt. Strażnik, który mnie przejął, wydał mi z podręcznego magazynu cienki, gumowany materac, otworzył celę i kazał kłaść się spać.
W celi panował niesamowity, latrynowy smród. Rozświetlało ją mdławe, żółte światło okratowanej nad drzwiami, mocno zakurzonej lampy. Kiedy wzrok przyzwyczaił się do półmroku, zobaczyłem, że rolę pryczy więziennej pełni coś w rodzaju sceny obitej twardą płytą pilśniową.To na niej strażnik rozkazał mi położyć materac - na samym środku, pomiędzy dwoma aresztantami. Właśnie rozbudzili się, unieśli na chwilę głowy, po czym odwrócili się na drugi bok i zasnęli.
Kiedy kładłem się na materacu, mój wzrok przykuły ciemne plamy na skraju podestu. Po plecach przeszedł dreszcz na myśl, że są to z pewnością ślady krwi po bitych aresztantach.
Tej nocy nie zmrużyłem oczu. Leżąc na twardym podeście, rozmyślałem o tym, co się stało, co się jeszcze może wydarzyć, o tych plamach krwi na scenie. Czas niemiłosiernie dłużył się, a zegarek został zabrany i nie sposób teraz sprawdzić godziny. Z ulicy czy z podwórza, przez okienko dolatywał warkot samochodu, na korytarzu również zrobił się ruch, słychać było odgłosy kroków, zamykanych drzwi, rygli, zamków, rozmowy funkcjonariuszy, jakieś meldunki, a wszystko to przeplatane wulgarnym słownictwem, dotąd raczej mi obcym.
W pewnym momencie zacząłem rozróżniać kontury. Świt wdzierał się przez brudne, obrośnięte pajęczynami, zakratowane okienko. Widziałem już podstawowy i jedyny element wyposażenia celi, duży baniak częściowo wypełniony fekaliami. Zebrało mi się na mdłości. Rozróżniłem też dwóch, nadal śpiących współlokatorów, nic nierobiących sobie z zimna, smrodu i niewygodnego posłania. Obudził ich zgrzyt zamka, otwieranych drzwi i okrzyk strażnika: -Wstawać! Jedzenie!
Powoli zwlekliśmy się ze scenki. Każdy dostał w aluminiowym kubku gorącą, czarną kawę zbożową, bez cukru i przełożoną dwiema kromkami chleba kosteczkę szarej margaryny. Żadnej łyżeczki ani noża. Zresztą, margaryna i tak była śmierdząca, więc wylądowała w kiblu. Sam chleb popijaliśmy kawą.
Gdy tylko zamknęły się drzwi. Dokonaliśmy aktu prezentacji. Moi towarzysze niedoli to lekarz stomatolog z Birczy, Andrzej Dolata oraz pracownik biura Zarządu Regionu „Solidarności „ w Przemyślu, Janusz Kurowski. Przy tej ceremonii odstawiliśmy na chwilę kubki z kawą. Zrobiłem to dość nieostrożnie, więc kawa wychlapała się na podest, pozostawiając po sobie kolejną ciemną plamę. Zacząłem się śmiać, mówiąc kolegom, jakie przypuszczenia snuły mi się w głowie w związku z tymi plamami.
Czas nadal dłużył się, ale mogliśmy już rozmawiać, wspólnie analizować sytuację. Zjedliśmy podany obiad: jęczmienną kasze bez smaku i omasty, zupę- juchę z kawałkiem pora i ziemniaka. Tu już mieliśmy łyżkę i widelec. Kolacja była powtórką śniadania, więc spotkał ją ten sam los, czyli lądowanie margaryny w kiblu.
Przywołaliśmy strażnika, prosząc o możliwość wyniesienia kubła z fekaliami.
- Teraz nie. Aż będzie pełny, to się go wyleje. Takie są przepisy. - odparł krótko strażnik i zamknął drzwi.
Postanowiliśmy, że będziemy do baniaka oddawać jedynie mocz. Za większą potrzebą będziemy prosić strażnika o zaprowadzenie do ubikacji. Było nas tylko trzech, wiec szansa na wypełnienie baniaka była znikoma, ale lepszy już smród tylko moczu niż ...
Dlaczego o tym piszę? Bo oprócz aresztowania i pierwszego przesłuchania, przez te warunki bytowania zaczynało się nas odzierać z godności.
W południe, po „obiedzie" dano nam jeszcze jednego aresztanta. Sam przyznał, że nie był internowany, tylko przyłapany na kradzieży. Wydało się nam podejrzane, że dają nam złodzieja do celi. Wszyscy trzej pomyśleliśmy, że jest to „wtyka", dlatego ograniczyliśmy nasze rozmowy do opowiadania dowcipów, bez poruszania spraw związkowych, osobistych i politycznych. Pod wieczór nasz nowy współlokator zabrany został na przesłuchanie i więcej nie wrócił. Zbliżała się kolejna, koszmarna noc.
Komentarze do wpisu
OdpowiedzUsuńSkocz do dodawania komentarzy
dodano: 17 października 2014 2:30
Pierwszorzędny blog!
autor Przemyslawa
blog: http://tinyurl.com/npvkor4
dodano: 23 grudnia 2008 21:26
Przeczytałam... i nadal trudno mi uwierzyć, że ludzie naprawdę przechodzą przez takie rzeczy. O tym się czyta w książkach, owszem, ale bohaterzy książek są zawsze odlegli, na dystans... a tu już jakby bliżej...
Przy okazji życzę radosnych, spokojnych Świąt :)
autor zakochana_aniolka
blog: markomanka.bloog.pl
dodano: 23 grudnia 2008 12:49
Zdrowych,
ciepłych,
choinką pachnących,
śniegiem pobielonych,
miłością wypełnionych
Świąt Bożego Narodzenia
życzę
autor malgosia.pppp
blog: trochesmutkutrocheradosci.bloog.pl
dodano: 22 grudnia 2008 9:23
Hej, chyba "cierpka" to z przekory, bo w rzeczywistości same miłe słowa płyną z Twojej strony. Dziękuje za życzliwą opinie. Twój blog pozwolę sobie umieścic na swojej liście wyróżnionych. Serdecznie pozdrawiam, Tomasz
autor tpetry
blog: Przedspiew
dodano: 22 grudnia 2008 5:38
Dziękuję za komentarz i życzenia świąteczne Tobie Tomaszu również życzę cudownych Świąt...chciałam tylko powiedzieć, że ja uważam ,że ludzie to takie poziomy wrażliwości, każdy z nas ma ją inną, a wspaniałe w tym wszystkim jest to ,że możemy spotkać ludzi którzy znajdują się na tym samym poziomie:) z wielkim zaciekawieniem czytam Twój blog jest jednym z moich ulubionych dzięki niemu dostrzegam i poznaję więc za to chciałabym podziękować.....
autor cierpka3
blog: cierpka.bloog.pl